Szczęście to spokój Jezusa. A spokój zaczyna się od ludzi, których wpuszczasz do swojego życia

 



Szczęście to spokój Jezusa. A spokój zaczyna się od ludzi, których wpuszczasz do swojego życia

Są takie obrazy, które zostają w człowieku na długo.

Gosia leżąca na leżaku. Pyszna kawa z pianką. Dobra książka. Piękny widok na jezioro gdzieś na Suwalszczyźnie. Cisza, przestrzeń, lato i to jej proste, bardzo mocne motto:

„Moje wakacje — więc ja decyduję.”

I to jest piękne. Bo prawdziwy odpoczynek nie polega na tym, że człowiek robi to, czego oczekują od niego inni. Prawdziwy odpoczynek zaczyna się wtedy, gdy człowiek odzyskuje prawo do własnego rytmu, własnej ciszy, własnych granic.

Gosia ma wymagania. Nie dlatego, że jest trudna. Tylko dlatego, że wie, czego chce. Nie każdy jest w stanie sprostać takiemu spokojowi, bo wielu ludzi myli obecność z kontrolą, troskę z naciskiem, relację z wchodzeniem komuś w życie z butami.

A przecież szczęście to czasem właśnie umiejętność powiedzenia: nie, tego człowieka nie wpuszczam już do mojego spokoju.

Każdy ma swoją drogę do ciszy

Pamiętam też moich seniorów z Bawarii. Nigdy nie zapomnę tego widoku: ona w swoim fotelu, on w swoim. Oboje w słuchawkach. Ona słuchała swojego ulubionego audiobooka, on swojego.

Siedzieli obok siebie, ale każdy był w swoim świecie. I nie było w tym chłodu. Była bliskość bez przymusu. Była miłość bez hałasu. Była obecność, która nie potrzebowała ciągłego gadania.

Przypomniała mi się wtedy myśl, którą można ująć bardzo prosto: ty przeżywasz fascynację po swojemu, ja po swojemu, ale oboje dotykamy tej samej euforii życia.

Jeden człowiek odpoczywa nad jeziorem. Drugi przy książce. Trzeci przy muzyce Lady Pank, Al Bano i Rominy Power albo Shakina Stevensa. Ktoś inny przy kawie, spacerze, modlitwie albo zwyczajnym siedzeniu razem w dobrej ciszy.

Do spokoju nie prowadzi jedna droga. Ale prawie zawsze trzeba po drodze ominąć ludzi toksycznych.

Możesz być nad najpiękniejszym jeziorem, a i tak nie odpoczniesz

Możesz leżeć nad ulubionym jeziorem, mieć kawę, książkę, słońce i piękny widok. Ale jeśli obok ciebie są ludzie, którzy zatruwają rozmowę, poniżają innych, epatują przemocą, udają ekspertów od życia albo nie rozumieją granic — spokój znika.

Bo toksyczny człowiek potrafi wejść nawet w najpiękniejszy krajobraz i zrobić z niego duszny pokój bez powietrza.

Dlatego tak ważne jest, by odróżnić ludzi inspirujących od ludzi, którzy karmią się cudzym zdenerwowaniem. Jack Canfield pisał o znaczeniu otaczania się osobami życzliwymi, wspierającymi i inspirującymi. I miał rację: człowiek nie żyje tylko jedzeniem, pracą i snem. Żyje też atmosferą, którą tworzą wokół niego inni.

Są ludzie, po których rozmowie chce się żyć bardziej.
Są też tacy, po których człowiek czuje się brudny emocjonalnie, zmęczony i winny, choć nic złego nie zrobił.

I właśnie tych drugich trzeba rozpoznawać.

Toksyczność często udaje troskę

Najgorsze jest to, że toksyczność rzadko przychodzi z tabliczką: „uważaj, będę cię niszczyć”. Ona często przebiera się za dobre rady, modny slogan, psychologiczny cytat, troskę o dziecko, troskę o zdrowie, troskę o rozwój.

Ktoś coś przeczyta, ale nie zrozumie całości. Ktoś wyrwie jedno zdanie z kontekstu i robi z niego zasadę życia dla wszystkich. Ktoś zaczyna pouczać rodziców, dzieci, kobiety, mężczyzn, choć nie ma kompetencji, pokory ani odpowiedzialności.

Weźmy prosty przykład: dzieci i dzielenie się. Oczywiście — małego dziecka nie wolno zmuszać do oddawania swoich rzeczy. Dziecko ma prawo do granic. Ma prawo powiedzieć „nie”. Ma prawo uczyć się własności i bezpieczeństwa.

Ale czym innym jest ochrona małego dziecka przed przymusem, a czym innym robienie z egoizmu cnoty. Jeśli dziecko jest starsze, czyta, chodzi do szkoły, rozumie relacje, to przecież można je zachęcać do życzliwości: pożyczenia książki, długopisu, pomocy koleżance.

Nie przemocą. Nie zawstydzaniem. Ale przykładem.

Bo wychowanie nie polega na tym, żeby dziecko było twarde jak mur. Wychowanie polega na tym, żeby dziecko było człowiekiem.




Internet i monetyzacja zaufania

Współczesny internet stworzył wygodny model. Najpierw buduje się społeczność wokół wartości: dzieci, macierzyństwa, książek, zdrowia, edukacji, emocji. Potem tę społeczność pokazuje się markom jako „grupę docelową”. A potem zaczyna się monetyzacja uwagi.

Sam mechanizm zarabiania nie jest zły. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaufanie zostało zbudowane na dzieciach, trosce i wartościach, a później ta sama społeczność dostaje treści sprzedażowe, porady bez odpowiedzialności albo komunikaty, które bardziej służą zasięgom niż dobru odbiorców.

Najbardziej boli nie sama reklama. Boli poczucie, że ktoś najpierw mówił językiem troski, a potem zaczął traktować zaufanie ludzi jak towar.

Bo nie ma nic gorszego niż poczucie, że zostało się oszukanym.

Spokój Jezusa to nie naiwność

Dla mnie „spokój Jezusa” nie oznacza udawania, że wszystko jest dobrze. Nie oznacza zgody na manipulację. Nie oznacza milczenia wobec krzywdy. Nie oznacza pozwalania ludziom, żeby niszczyli naszą psychikę, rodzinę, dzieci albo wartości.

Spokój Jezusa to wybaczenie, ale nie naiwność.
To życzliwość, ale nie zgoda na wykorzystywanie.
To miłość bliźniego, ale także mądrość w wyborze ludzi, których dopuszczamy blisko.

Święty Jan Paweł II przypominał, jak piękne jest, gdy człowiek jest naprawdę człowiekiem. A człowiek naprawdę staje się człowiekiem wtedy, gdy nie używa innych do swoich celów. Gdy nie manipuluje. Gdy nie karmi się cudzym lękiem. Gdy nie zamienia dzieci, emocji i zaufania w narzędzie biznesu.

Moja mała lekcja z ostatnich dni

W ostatnich dniach takim szczęściem było dla mnie zwykłe wyjście do kawiarni. We dwoje. W urodziny. Bez wielkiego hałasu. Bez toksycznych rozmów. Bez ludzi, którzy muszą zatruć każdą chwilę.

Była kawa. Była muzyka. Była obecność. Byli Lady Pank, Al Bano, Romina Power i Shakin Stevens gdzieś w tle pamięci. I było to proste uczucie: dobrze jest być z kimś, przy kim nie trzeba się bronić.

I może właśnie o to chodzi.

Szczęście to nie zawsze wielka podróż, wielkie pieniądze, idealny związek albo perfekcyjne życie. Czasem szczęście to spokojna kawa. Dobra książka. Jezioro. Fotel. Audiobook. Człowiek obok, który nie niszczy twojego świata.

I decyzja, że od dziś bardziej pilnujesz swojego pokoju.

Bo masz do tego prawo.

Masz prawo chronić swój spokój. Masz prawo wybierać ludzi życzliwych. Masz prawo odejść od tych, po których czujesz się gorzej.

Komentarze