Kultura w grupach na Facebooku: zapis w regulaminie czy realna wartość?

 

Kultura w grupach na Facebooku: zapis w regulaminie czy realna wartość?

W zasadach niemal każdej facebookowej grupy znajdziemy podobne zdanie: „we wpisach zachowujemy kulturę i szacunek do innych ludzi”. Brzmi dobrze. Tylko że coraz częściej mam wątpliwości, czy to nie jest wyłącznie pusta deklaracja, której nikt już nie traktuje poważnie.

Bo jak inaczej odebrać sytuację, w której nawet w grupie sympatyków konkretnego polityka (np. „Popieramy Premiera Morawieckiego”) pojawiają się wpisy w stylu: „to jeden z Żydów”, „drugi to Tusk”, „zostali nasłani przez Niemców, żeby zniszczyć Polskę”? To nie jest „krytyka”. To jest język pogardy, etykietowanie i powielanie uprzedzeń.

Skąd bierze się ten język?

Takie grupy często powstają w czasach, gdy lider jest na fali – gdy przypisuje mu się sprawczość, sukces gospodarczy, „względny dobrobyt” w domach i na rynku pracy. Ale polityka działa jak wahadło: dziś ktoś jest bohaterem, jutro „zdrajcą”. I wtedy włączają się mechanizmy tłumu.

Przypomina mi się cytat przypisywany Petroniuszowi w „Quo vadis” Sienkiewicza:
„Motłoch teraz wybrałby mnie Cezarem, ale gdy się tylko trochę pogorszy, będzie krzyczał: na stos, na stos z nim.”
Brutalne, ale celne. Nastroje społeczne zmieniają się błyskawicznie – szczególnie wtedy, gdy zamiast refleksji jest emocja, a zamiast argumentów: etykieta.

„Jest Żydem” jako obelga – to nie jest niewinny skrót myślowy

W dyskusjach o polityce wraca też uporczywy trop: „ktoś jest Żydem” jako insynuacja, podejrzenie, sugestia zdrady lub „obcego interesu”. To jest bardzo niebezpieczne, bo:

  • sprowadza człowieka do pochodzenia (realnego lub domniemanego),

  • używa tożsamości jako narzędzia dyskredytacji,

  • otwiera drzwi do nienawiści i teorii spiskowych.

Ktoś powie: „To tylko internet”. Nie. Internet uczy realnych postaw, a mowa nienawiści rozlewa się potem na szkoły, pracę, rodziny i ulice.

Prawo jako pałka na oponentów?

W podobnym duchu odbieram posty, które straszą ludzi przepisami o „znieważeniu prezydenta”. W dyskusjach przewija się zwłaszcza art. 135 – tylko że warto doprecyzować: to nie „konstytucja”, lecz Kodeks karny. I nawet jeśli prawo przewiduje ochronę urzędu, to nie może służyć do kneblowania debaty publicznej ani do uciszania każdej krytyki.

Co innego wulgarne, odczłowieczające obelgi, a co innego nazwanie polityka „niewiarygodnym”, „naiwnym” czy nawet „oszustem” w kontekście głośnej, niewyjaśnionej sprawy. Jeśli pojawiają się kontrowersje dotyczące deklarowanej opieki nad seniorem, ludzie mają prawo pytać o spójność słów i czynów. Zaufanie publiczne nie bierze się z haseł – bierze się z wiarygodności.




Hipokryzja i podwójne standardy

W debacie publicznej drażni mnie też coś jeszcze: podwójne standardy. Jedni potrafią wygłaszać wielkie hasła o wartościach, a jednocześnie sami wybierają rozwiązania, które przeczą ich narracji (np. chwalą szkoły publiczne, ale własne dzieci posyłają do prywatnych). Z drugiej strony, zdarza się też, że jakieś decyzje edukacyjne są natychmiast przerabiane na spisek lub „dowód zdrady”.

A przecież uczciwość w rozmowie zaczyna się od prostego kroku: nie dopisuję człowiekowi intencji, których nie potrafię udowodnić.

W stronę dojrzałości: nie plemiona, tylko wspólnota

I tu dochodzę do najważniejszego punktu. Jeśli chcemy być społeczeństwem, a nie zbiorem plemion, musimy zacząć od języka.

Warto słuchać nie internetowych krzykaczy, nie propagandowych haseł i nie tych, którzy wiarę sprowadzają do deklaracji albo do widowiskowych gestów. Warto wracać do prostego przesłania, które powtarzał Jan Paweł II:
szacunek należy się każdemu człowiekowi, nawet jeśli jego poglądy są nam obce.

Bez tego nie zbudujemy „jednego narodu”. Zbudujemy tylko dwa (albo dziesięć) politycznych plemion, które będą się wzajemnie poniżać, straszyć i odczłowieczać.

Co możemy zrobić konkretnie?

Na koniec kilka prostych zasad, które naprawdę działają – jeśli traktujemy je serio:

  1. Nie używaj pochodzenia, wiary ani etykiet („lewactwo”, „Żyd”, „zdrajca”) jako argumentu. To nie argument – to przemoc słowna.

  2. Oddziel krytykę działań od ataku na człowieka. Krytykuj decyzje, nie odczłowieczaj.

  3. Reaguj, gdy w grupie łamana jest kultura dyskusji. Milczenie bywa zgodą.

  4. Nie strasz prawem dla efektu. Prawo nie jest pałką do uciszania rozmowy.

  5. Jeśli ktoś się myli – tłumacz. Jeśli ktoś nienawidzi – stawiaj granice.

Bo „bez knebla” nie oznacza „bez zasad”. Oznacza debatę, w której wolność słowa idzie w parze z odpowiedzialnością za słowo.

Komentarze