Polityka symboli zamiast polityki publicznej. O granicach zaangażowania władzy w kampanie społeczne
Debata o ochronie praw zwierząt w Polsce coraz częściej przenosi się z poziomu rozwiązań systemowych na poziom gestów symbolicznych i medialnych narracji. W przestrzeni publicznej dominują obrazy udziału celebrytów – takich jak Doda – oraz zaangażowanie pary prezydenckiej w inicjatywy o charakterze wizerunkowym. Rodzi to zasadnicze pytanie: czy państwo realizuje politykę publiczną, czy jedynie komunikację PR?
W państwach opartych na zasadach dobrej administracji publicznej kwestie ochrony zwierząt są regulowane instytucjonalnie, a nie okazjonalnie. Naturalnym rozwiązaniem byłoby powołanie Rzecznika Praw Zwierząt, umocowanego ustawowo, działającego przy Sejm, posiadającego kompetencje kontrolne, inicjatywę legislacyjną i realne narzędzia interwencji. Takie rozwiązanie odciążałoby władzę wykonawczą i symboliczną od działań zastępczych, które – choć medialnie nośne – nie prowadzą do trwałych zmian.
Tymczasem obserwujemy rozszerzanie roli prezydenta i pierwszej damy na obszary, które nie należą do ich konstytucyjnych zadań, przy jednoczesnym niedostatecznym reagowaniu na narastające problemy społeczne. Dane i obserwacje społeczne wskazują na:
wzrost problemów uzależnień (w tym alkoholizmu),
nasilanie się przemocy środowiskowej, m.in. w subkulturach kibicowskich,
gwałtowną eskalację hejtu i agresji w debacie publicznej.
Warto podkreślić, że eskalacja ta przybrała nową, niebezpieczną formę. W mediach społecznościowych pojawiają się dziś groźby odpowiedzialności karnej, a nawet więzienia, kierowane wobec obywateli wyłącznie dlatego, że wyrazili krytyczną opinię – na przykład wobec sukienki pierwszej damy lub symbolicznego gestu z nią związanego. Tego rodzaju komunikaty nie są już jedynie ostrą polemiką. Są próbą zastraszania, naruszeniem standardów wolności słowa i sygnałem głębokiego kryzysu kultury debaty publicznej.
Skala i intensywność tego zjawiska pozwalają postawić tezę, że takiego poziomu społecznej agresji i delegitymizowania krytyki nie obserwowaliśmy w Polsce od lat. Szczególnie niepokojące jest to, że dzieje się to w obszarze działań symbolicznych władzy, które z definicji powinny łagodzić napięcia, a nie je eskalować.
W tym kontekście działania o charakterze reprezentacyjnym – jak przekazywanie przedmiotów na rzecz wybranych fundacji – przestają być neutralne. Nabierają realnego znaczenia politycznego, ponieważ funkcjonują w przestrzeni silnej polaryzacji i społecznego napięcia.
Dodatkowe wątpliwości budzi fakt, że część wspieranych inicjatyw nie zajmuje się przeciwdziałaniem hejtowi ani edukacją obywatelską, a jednocześnie pozostaje powiązana środowiskowo z aktywnymi politykami, m.in. Przemysław Czarnek. W takich przypadkach trudno mówić o ponadpartyjnym charakterze zaangażowania czy budowaniu wspólnoty.
Prezydentura Karol Nawrocki przypada na okres istotnych napięć społecznych. To moment, w którym rola głowy państwa jako strażnika dobra wspólnego powinna koncentrować się na spójności społecznej, ochronie standardów debaty publicznej oraz reagowaniu na zjawiska destrukcyjne. Nadmierne skupienie na inicjatywach wizerunkowych grozi rozmyciem tej roli i przesunięciem uwagi z realnych problemów obywateli na konflikty symboliczne.
W konsekwencji powraca pytanie fundamentalne:
czy państwo ma być zarządzane poprzez instytucje, prawo i odpowiedzialność, czy poprzez gesty, kampanie i emocjonalne narracje?
Ochrona zwierząt – podobnie jak ochrona zdrowia psychicznego, bezpieczeństwa społecznego i wolności słowa – wymaga spójnych polityk publicznych, a nie doraźnych działań komunikacyjnych. Bez tego nie sposób mówić o realnym dobrostanie – ani zwierząt, ani obywateli.

Komentarze
Prześlij komentarz