Czy Polska ma popierać agresję na inne państwo?

 

Czy Polska ma popierać agresję na inne państwo?

Są obrazy, których naród nigdy nie zapomina. Trumny owinięte flagami. Zapłakane żony. Rodziny stojące nad ciałami tych, którzy już nie wrócą. Cisza po tragedii. Ból, którego nie da się zagłuszyć żadnym przemówieniem, żadną konferencją, żadnym partyjnym hasłem.

Dlatego z oburzeniem patrzę na słowa Karola Nawrockiego o Iranie. Bo kiedy polski polityk mówi o „upadku reżimu” w chwili, gdy lecą bomby, giną ludzie, a rodziny opłakują swoich bliskich, to nie brzmi jak odpowiedzialna dyplomacja. To brzmi jak polityczne przyzwolenie na agresję.

Polska naprawdę ma dziś klaskać, kiedy rakiety spadają na obce miasta? Ma się ustawiać w szeregu entuzjastów wojny tylko dlatego, że atak przeprowadzają „nasi sojusznicy”? Od kiedy polska racja stanu polega na moralnym rozgrzeszaniu cudzej przemocy?

Można nie cierpieć irańskiego reżimu. Można go krytykować za represje, za wspieranie Rosji, za destabilizowanie regionu. Ale czym innym jest potępienie reżimu, a czym innym język, który w praktyce usprawiedliwia bombardowania i śmierć ludzi. Państwo odpowiedzialne nie mówi językiem wojennej ekscytacji. Państwo odpowiedzialne waży słowa, bo wie, że za każdą „operacją” stoją ludzkie trumny.

I właśnie tu wraca pamięć. Polska zna smak narodowej żałoby. Polska widziała trumny okryte flagami. Polska widziała wdowy, matki, dzieci i bliskich, którzy płakali nad tym, co zostało po tragedii Smoleńska. Wtedy wszyscy mówili o godności, bólu, pamięci, szacunku dla ofiar. Czy naprawdę niczego się z tego nie nauczyliśmy?

Bo obrazy żałoby są do siebie straszliwie podobne. Nieważne, czy to Polska, Iran, Ukraina czy jakikolwiek inny kraj. Flaga na trumnie nie zmienia faktu, że ktoś stracił męża. Nie zmienia faktu, że ktoś został wdową. Nie zmienia faktu, że dzieci zostają bez ojców, a matki bez synów. Śmierć nie staje się mniej tragiczna tylko dlatego, że pasuje do czyjejś geopolitycznej narracji.

Najgorsze w takich wypowiedziach jest to, że odczłowieczają ofiary. Zostaje „reżim”, „operacja”, „sojusz”, „strategia”. Znika człowiek. Znika płacz. Znika pogrzeb. Znika rozpacz tych, którzy muszą potem stać nad trumną i próbować zrozumieć, dlaczego świat uznał ich ból za politycznie wygodny.

Polska nie powinna popierać agresji na inne państwo. Polska powinna stać po stronie prawa międzynarodowego, pokoju, deeskalacji i ochrony cywilów. Powinna mieć odwagę mówić własnym głosem, a nie wtórować logice bombardowań tylko dlatego, że łatwiej wtedy wyglądać na „twardych” i „lojalnych wobec sojuszu”.

Jeśli narodowe żałoby mają mieć jakikolwiek sens, to właśnie taki: mają nas uczyć pokory wobec śmierci i ostrożności wobec wojny. Mają przypominać, że za każdą trumną stoi człowiek, a nie slogan. I że polityk, który o tym zapomina, przestaje być mężem stanu, a staje się tylko megafonem cudzej przemocy.



Nie potrzebujemy w Polsce polityków, którzy patrzą na cudze trumny i widzą wyłącznie „geopolitykę”. Potrzebujemy takich, którzy jeszcze potrafią zobaczyć człowieka.

Komentarze