„Człowiek jest drogą Kościoła” — czy na pewno? O języku pogardy w imię wiary
W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się inicjatywy deklarujące obronę katolickich wartości. Jedną z nich są środowiska skupione wokół haseł obrony mediów takich jak TV Trwam i Radio Maryja.
Ale wystarczy wejść w komentarze, by zobaczyć coś niepokojącego.
Nie tylko spór.
Nie tylko emocje.
Ale pogardę wobec drugiego człowieka — również wobec innych katolików.
Wyzywanie od „dzbanów”, „idiotów”, ośmieszanie, agresja.
I wtedy trzeba zadać pytanie:
Gdzie tu jest nauczanie Jana Pawła II?
Św. Jan Paweł II mówił jasno:
„Człowiek jest drogą Kościoła.”
Jeśli człowiek jest drogą Kościoła, to każdy komentarz pełen pogardy jest zejściem z tej drogi.
Nie ma tu wyjątków:
ani dla „naszych”,
ani dla „innych”,
ani dla tych, z którymi się nie zgadzamy.
Godność nie zależy od poglądów
Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał:
„Każdy człowiek ma niezbywalną godność, której nie wolno naruszać.”
Nie „każdy, kto myśli tak jak my”.
Nie „każdy, kto popiera nasze środowisko”.
Każdy.
A jednak dziś widzimy sytuację, w której:
katolicy obrażają katolików,
dyskusja zamienia się w atak,
a miejsce argumentów zajmuje wyśmiewanie.
To nie jest tylko problem kultury.
To jest sprzeczność z fundamentem chrześcijaństwa.
Prawda bez miłości staje się przemocą
Jan Paweł II przypominał:
„Wolność nie jest dana człowiekowi jako przywilej, lecz jako zadanie.”
Wolność słowa nie jest licencją na pogardę.
Jest odpowiedzialnością.
Bo można mieć rację — i jednocześnie niszczyć innych ludzi.
A wtedy racja przestaje mieć znaczenie.
Ewangelia czy plemienność?
Coraz częściej można odnieść wrażenie, że nie chodzi już o wartości.
Nie chodzi o Ewangelię.
Nie chodzi o nauczanie Kościoła.
Chodzi o bezwarunkową obronę konkretnych osób publicznych — nawet wtedy, gdy ich styl działania czy język budzi poważne wątpliwości.
Każda krytyka jest odrzucana.
Każde pytanie — atakowane.
To nie jest postawa wiary.
To jest zamknięcie się w plemieniu.
„Nie lękajcie się” — ale czego?
Jan Paweł II wołał:
„Nie lękajcie się!”
Ale nie chodziło o odwagę w obrażaniu innych.
Chodziło o:
odwagę prawdy,
odwagę dialogu,
odwagę szacunku nawet wobec przeciwnika.
Bo prawdziwa siła chrześcijaństwa nie polega na krzyku.
Polega na świadectwie.
Największa strata
Najbardziej bolesne jest to, że przez taki język:
młodzi ludzie odchodzą od Kościoła,
wiara przestaje być wiarygodna,
a chrześcijaństwo zaczyna kojarzyć się z agresją.
I wtedy pytanie przestaje być retoryczne:
czy to jeszcze obrona wiary, czy już jej osłabianie?
Wniosek
Nie trzeba być przeciwnikiem żadnych mediów ani środowisk, żeby zobaczyć problem.
Wystarczy być wiernym nauczaniu, które sami deklarujemy.
Bo jeśli:
niszczymy godność drugiego człowieka,
odrzucamy dialog,
i robimy to w imię „obrony katolicyzmu”
to nie bronimy wiary.
Oddalamy się od niej.

Komentarze
Prześlij komentarz