Nie wystarczy napisać „katolicki”, żeby coś naprawdę było katolickie.

 

 

 


 

 

 

Nie wystarczy napisać „katolicki”, żeby coś naprawdę było katolickie.

Katolicyzm to nie nazwa profilu, nie logo, nie hasło w nagłówku i nie polityczna pałka do okładania ludzi po głowie. Katolicyzm poznaje się po owocach: po Dekalogu, po drodze Jezusa, po prawdzie, miłości bliźniego, życzliwości i szacunku do człowieka.

Ks. Piotr Pawlukiewicz mówił jasno: coś jest naprawdę katolickie wtedy, kiedy prowadzi do dobra, a nie do pogardy. Do nawrócenia, a nie do nienawiści. Do prawdy, a nie do manipulacji.

Dlatego trzeba powiedzieć wprost: profile i portale, które powołują się na katolicyzm, a jednocześnie karmią ludzi strachem, agresją i politycznym szczuciem, są jednym z największych zagrożeń dla polskich katolików. Bo ich celem nie jest pokazanie twarzy Jezusa. Ich celem jest to, żeby katolicyzm miał twarz propagandy, interesu i cynicznej gry emocjami.

I dlatego dobrze, że Jolanta Pilecka napisała książkę „Pseudoeksperci”.

Bo ta książka nie jest tylko o jednym polityku, jednym profilu na Facebooku czy jednej medialnej aferze. To książka o całym systemie ludzi, którzy budują wpływy na krzyku, strachu, udawanej trosce i fałszywym autorytecie.

To jest książka o politykach, którzy najpierw wrzucają emocjonalne fake newsy i krzyczą: „Udostępniajcie!”, a potem po cichu usuwają wpisy. A kiedy ktoś mówi: „Przecież udostępniłem pani poseł”, słyszy: „Nigdy w życiu”. Jakby internet nie miał pamięci. Jakby ludzie mieli zbiorową demencję.

To jest książka o blogerach, influencerach i dziennikarzach pozbawionych misji, którzy nie szukają prawdy, tylko zasięgów. Nie pytają: „Czy to jest uczciwe?”, tylko: „Czy to się kliknie?”. Nie zastanawiają się, czy niszczą komuś życie, czy skłócają ludzi, czy pogłębiają nienawiść. Liczy się lajk, udostępnienie, komentarz, popularność.

Pilecka pokazuje, jak działa mechanizm pseudoautorytetu. Człowiek zakłada maskę eksperta, patrioty, katolika, obrońcy narodu, strażnika moralności albo niezależnego komentatora. Potem zaczyna mówić tonem nieznoszącym sprzeciwu. A gdy ktoś zadaje pytania, od razu zostaje nazwany wrogiem, zdrajcą, lewakiem, agentem albo głupcem.

I właśnie dlatego ten system tak bardzo boi się książek takich jak „Pseudoeksperci”.

Boi się ich Republika. Boi się ich TVN24. Boi się ich Radio TOK FM. Bo Pilecka nie oszczędza nikogo. Nie pisze książki pod jedną partię, jedną telewizję czy jeden obóz. Ona pokazuje mechanizm. Pokazuje, że pseudoekspert może mieć różne barwy polityczne, różne logo w tle i różny język, ale zawsze działa podobnie: chce, żebyś przestał myśleć samodzielnie.

A przecież o to właśnie chodzi.

Już nie będę mylić maski z twarzą.

Bo od tego zaczyna się wolność.

Nie od tego, że przestajemy ufać wszystkim.

Ale od tego, że przestajemy ufać tym, którzy żądają zaufania bez prawa do pytań.

Prawdziwy autorytet nie musi cię uciszać.
Prawdziwy autorytet nie boi się twoich wątpliwości.
Prawdziwy autorytet nie potrzebuje, żebyś czuł się mały.

Prawdziwy autorytet pomaga ci stanąć prościej.

Pseudoekspert potrzebuje, żebyś klęczał — choćby tylko psychicznie.

I właśnie dlatego trzeba ich rozpoznawać.

Nie z nienawiści.

Z instynktu samozachowawczego.

Panie Matecki, ludzie pamiętają. Pamiętają rok 2022. Pamiętają osiedla, pociągi, dworce i miasta. Pamiętają, kto wtedy rządził, kto odpowiadał za państwo i kto dzisiaj udaje, że problem spadł z nieba dopiero teraz.

Nie mamy demencji.

Nie zapomnieliśmy, że temat migrantów był przez lata używany jak polityczna zapalniczka. Kiedy trzeba było podpalić emocje — wyciągano go z kieszeni. Kiedy robiło się niewygodnie — chowano go pod dywan.

Dzisiaj ludzie czują się bezpieczniej. W wielu miejscach nie ma już tego napięcia, które było wcześniej. I nagle trzeba znowu straszyć. Trzeba znowu pokazać obrazek, dorzucić wielkie litery, dopisać słowo „katolicki” i liczyć na to, że ludzie klikną, wściekną się i udostępnią.

Nie.

Katolicyzm to nie jest paliwo do nienawiści.

Katolik nie ma obowiązku być naiwny. Katolik ma obowiązek rozeznawać duchy. A duch pogardy nie jest Duchem Świętym. Duch szczucia nie jest Ewangelią. Duch politycznej manipulacji nie jest troską o Polskę.

Największym zagrożeniem dla katolików nie jest człowiek o innym kolorze skóry. Największym zagrożeniem są ci, którzy chcą katolikom odebrać twarz Jezusa i zastąpić ją twarzą krzykacza, propagandysty albo pseudoeksperta.

Bo kiedy ktoś mówi „katolicyzm”, a produkuje pogardę — nie broni wiary. On ją kompromituje.

Kiedy ktoś mówi „Bóg, honor, ojczyzna”, a żyje z podgrzewania strachu — nie buduje Polski. On buduje własny zasięg.

Kiedy ktoś podaje się za autorytet, influencera, eksperta czy obrońcę narodu, ale zamiast kompetencji pokazuje tylko agresję, emocjonalne manipulacje i polityczne hasła — trzeba zadawać pytania.

I właśnie po to są książki takie jak „Pseudoeksperci”.

Żebyśmy przestali mylić maski z twarzami.

Żebyśmy przestali klękać przed ludźmi, którzy mają mikrofon, konto na Facebooku, program w telewizji albo partyjne zaplecze.

Żebyśmy wreszcie zrozumieli, że prawda nie potrzebuje wrzasku.

A katolicyzm nie potrzebuje nienawiści, żeby być silny.

Komentarze