Niemiecka policjo, spałujcie Polaków mocniej !!!




Czy ktoś, kto mówi: „Niemiecka policjo, spałujcie Polaków mocniej”, naprawdę jest jeszcze naszym rodakiem w sensie wspólnoty?

Bo formalnie może mieć ten sam paszport. Może mówić tym samym językiem. Może śpiewać ten sam hymn przy okazji świąt narodowych. Ale jeśli w chwili napięcia staje po stronie obcej pałki przeciwko własnym rodakom, to coś bardzo głęboko w tej wspólnocie pęka.

Nie chodzi już nawet o to, czy ktoś jest za Czarnkiem, przeciw Czarnkowi, za PiS-em, przeciw PiS-owi, za Tuskiem, przeciw Tuskowi, za prawicą, lewicą czy centrum. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: czy my jeszcze widzimy w sobie Polaków, czy już tylko wrogie plemiona do upokorzenia?

Bo dziś jeden Polak potrafi napisać do Niemców: „Bijcie ich mocniej”. Jutro drugi napisze coś podobnego o przeciwnikach z drugiej strony. I tak spirala nienawiści kręci się dalej.

Niedawno słuchałem w Radiu PIK audycji o rekonstrukcjach historycznych czasów, gdy Polak prześladował Polaka. Ktoś zapytał: po co to wszystko odtwarzać? Odpowiedź była prosta: żeby ta historia nigdy się nie powtórzyła.

Tylko że ona może się powtórzyć. Nie w identycznych mundurach, nie z tymi samymi hasłami, nie w tej samej scenerii. Ale mechanizm pozostaje ten sam: najpierw odbierasz drugiemu człowiekowi godność, potem nazywasz go śmieciem, ciemnogrodem, zdrajcą, lewakiem, katolem, pisowcem, tuskowcem, niemieckim pachołkiem albo ruską onucą. A potem już tylko krok do tego, żeby uznać, że „należało mu się”.

I właśnie to jest najbardziej przerażające.

Z jednej strony mamy plemię, które potrafi budować kult wokół każdej fryzury, sukienki, makijażu i gestu pierwszej damy, jakby polityka była konkursem piękności i narodowym seansem zachwytu.

Z drugiej strony mamy plemię, które robi z Tuska niemal świeckiego świętego: zamknąć katoli, pojechać do papieża, przypiąć Matkę Boską do klapy, a potem mówić o tolerancji, demokracji i europejskich wartościach.

A między tym wszystkim stoją zwykli ludzie, którym politycy mówią: „Udostępniajcie!”
A potem plemiona już same szczują na siebie. Same produkują pogardę. Same rozdają wyroki. Same klaszczą, gdy ktoś z „tamtych” zostanie upokorzony.

Tylko ja pytam: gdzie w tym wszystkim jest Polska?

Bo Polska to nie jest sytuacja, w której jedni Polacy życzą drugim pałowania przez niemiecką policję. Polska to nie jest wieczna wojna plemion. Polska to nie jest kult politycznych idoli, którym wybacza się wszystko, byle tylko bili „naszych wrogów”.

Można nienawidzić poglądów Czarnka. Można nie znosić PiS-u. Można krytykować Tuska. Można mieć alergię na prawicę, lewicę, Kościół, liberalne media, konserwatywne media — na wszystko. Ale jeśli w tej nienawiści dochodzisz do momentu, w którym cieszysz się, że obca policja bije twoich rodaków, to nie jesteś już obrońcą demokracji. Jesteś częścią problemu.

I tak samo po drugiej stronie: jeśli robisz z polityki religię, z polityka zbawcę, a z przeciwnika wroga narodu, to też jesteś częścią problemu.

Bo największym dramatem Polski nie jest dziś to, że mamy różne poglądy.
Największym dramatem jest to, że coraz więcej ludzi nie chce już wygrać sporu.
Oni chcą upokorzyć drugiego człowieka.

A potem dziwimy się, że historia wraca.

Nie wraca sama.
My ją zapraszamy.
Każdym takim komentarzem.
Każdym „spałować ich”.
Każdym „zamknąć ich”.
Każdym „oni nie są Polakami”.
Każdym politycznym kultem, który każe nam widzieć w drugim człowieku nie rodaka, ale wroga do zniszczenia.

Ja nie chcę Polski, w której Niemiec ma bić Polaka ku uciesze innego Polaka.
Nie chcę Polski, w której katolik, liberał, konserwatysta, lewicowiec czy wyborca jakiejkolwiek partii staje się zwierzyną do nagonki.

Bo kiedy Polak mówi do obcej pałki: „bij mojego rodaka mocniej”, to nie jest już polityczny komentarz.

To jest moralna katastrofa.

Komentarze