Wołyń to pamięć, nie pałka. A obywatel ma prawo pytać prezydenta
Polacy mają prawo pamiętać o Wołyniu. Mają prawo domagać się prawdy, ekshumacji, godnego pochówku ofiar i uczciwego nazwania zbrodni. Nikt rozsądny nie powinien tego kwestionować.
Ale pamięć o Wołyniu nie daje nikomu prawa do nienawiści wobec dzisiejszych Ukraińców.
Nie daje prawa do wyzwisk.
Nie daje prawa do zbiorowej odpowiedzialności.
Nie daje prawa do traktowania młodego człowieka z Ukrainy jak spadkobiercy win ludzi, których nigdy nie znał.
Jeśli ktoś naprawdę szanuje ofiary Wołynia, nie powinien używać ich cierpienia jako paliwa do internetowej agresji. Bo wtedy nie broni pamięci. Wtedy ją brudzi.
Pamięć historyczna nie może być amunicją
Wołyń jest raną. Jest tragedią. Jest jednym z tych tematów, których nie wolno zamiatać pod dywan. Polska ma prawo mówić o ofiarach. Polska ma prawo pytać o prawdę. Polska ma prawo oczekiwać od Ukrainy dojrzałej rozmowy o historii.
Ale właśnie dlatego ten temat wymaga odpowiedzialności.
Nie wolno robić z Wołynia politycznej pałki. Nie wolno używać zamordowanych ludzi jako narzędzia do budowania własnej popularności, wzmacniania partyjnych emocji albo szczucia jednych narodów na drugie.
To jest granica, której przekraczać nie wolno.
Krytyka prezydenta nie jest znieważaniem państwa
W debacie publicznej coraz częściej słyszymy narrację: „Kim ty jesteś, żeby krytykować prezydenta?”. Jakby obywatel miał milczeć, bo nie mieszka w pałacu. Jakby prawo głosu przysługiwało tylko politykom, telewizjom, redaktorom i ludziom z zapleczem partyjnym.
Nie zgadzam się z tym.
Obywatel ma prawo oceniać prezydenta. Ma prawo oceniać jego decyzje, jego słowa, jego przeszłość, jego wiarygodność i jego skuteczność. To nie jest atak na państwo. To jest istota demokracji.
Prezydent nie jest monarchą. Nie jest świętym obrazkiem. Nie jest figurą wyjętą spod krytyki.
Jeżeli ktoś pełni najwyższy urząd w państwie, musi liczyć się z ostrą oceną. Zwłaszcza wtedy, gdy sam buduje swoją pozycję na historii, moralności, patriotyzmie i pamięci narodowej.
„Kiepski prezes IPN” to ocena, nie zniewaga
Można uważać, że ktoś był dobrym prezesem IPN. Można uważać, że był kiepskim prezesem IPN. To jest ocena działalności publicznej, nie atak na godność człowieka.
Jeżeli osoba publiczna podejmowała działania w obszarze pamięci historycznej, to obywatele mają prawo pytać: co realnie zrobiła? Czy potrafiła dotrzeć z polską narracją do świata? Czy umiała opowiedzieć historię Wołynia tak, aby nie była ona tylko tematem krajowych sporów, ale stała się częścią światowej świadomości?
Bo prawdziwa skuteczność nie polega na tym, że powiemy coś głośno do własnych wyborców. Prawdziwa skuteczność polega na tym, że świat zaczyna nas słuchać.
Jeżeli polskie książki, filmy i opowieści potrafią podbijać świat, to dlaczego historia Wołynia wciąż nie ma tak silnej, międzynarodowej narracji, na jaką zasługuje?
To jest pytanie do instytucji państwa. To jest pytanie do ludzi, którzy przez lata odpowiadali za politykę pamięci. To jest pytanie również do tych, którzy dziś najgłośniej krzyczą o patriotyzmie.
Nie zgadzam się z narracją: „ty nic nie możesz”
Najbardziej niebezpieczna jest pogarda wobec zwykłego człowieka. Ta pogarda mówi: „Ty nic nie zmienisz. Ty możesz najwyżej komentować. Prawdziwe zmiany robią wielcy ludzie, prezydenci, ministrowie, telewizje i partie”.
Nieprawda.
Świat zmieniają także blogerzy, autorzy, opiekunowie, nauczyciele, rodzice, pielęgniarki, czytelnicy, małe wydawnictwa, niezależne portale i ludzie, którzy nie chcą milczeć.
Przez lata pracowałem przy opiece nad seniorami. Widziałem starość, zależność, samotność i godność człowieka wystawioną na próbę. Dlatego mam prawo mówić, że sposób traktowania słabszych, starszych i zależnych nie jest prywatną błahostką. To jest test moralny.
Jeżeli ktoś oddaje starszego człowieka do DPS-u, przejmuje jego mieszkanie albo buduje swoją pozycję na krzywdzie słabszych, to społeczeństwo ma prawo pytać. To nie jest „szkalowanie”. To jest pytanie o standardy.
Tak samo jak mamy prawo pytać o odbieranie dzieciom autorstwa ich prac, o ustawki, o mechanizmy wpływu, o media, o propagandę i o moralność ludzi, którzy chcą pouczać cały naród.
Książki i blogi też zmieniają Polskę
Nie wierzę w Polskę, w której jedynym źródłem prawdy jest telewizja partyjna. Nie wierzę w Polskę, w której obywatel ma klaskać, milczeć i bać się odezwać.
Wierzę w Polskę książek, blogów, rozmów, niezależnych autorów i ludzi, którzy potrafią myśleć samodzielnie.
Moja żona Kasia przez katolicki coaching pokazuje postacie, które naprawdę mogą być wzorem: Jana Pawła II, św. Faustynę, Stefana Wyszyńskiego, św. Maksymiliana Kolbego, ks. Piotra Skargę, ks. Piotra Pawlukiewicza. To są ludzie, którzy uczyli odpowiedzialności, prawdy, wiarygodności i odwagi.
Ale nie tylko ona. Są autorki i autorzy, którzy przez książki próbują mówić o sprawach trudnych: o manipulacji, przemocy, godności, relacjach, wierze, odpowiedzialności i prawdzie. Są blogi, które pokazują młodym ludziom, że nie muszą przyjmować gotowej narracji z telewizora.
I właśnie dlatego wierzę, że można zmieniać Polskę bez pałacu, bez wielkiej telewizji i bez partyjnego zaplecza.
Obywatel nie jest poddanym
Narracja części mediów prawicowych jest prosta: prezydent jest ponad krytyką, a każdy obywatel, który zadaje pytania, jest zdrajcą, hejterem albo kimś „niegodnym” rozmowy.
To jest bardzo wygodne. Bo wtedy nie trzeba odpowiadać na argumenty. Wystarczy zaatakować człowieka.
Ale obywatel nie jest poddanym.
Obywatel ma prawo zapytać: co prezydent obiecał? Co zrobił? Co przemilczał? Kogo chroni? Komu służy? Czy jest wiarygodny?
I ma prawo powiedzieć: nie wierzę wam.
Pamięć o Wołyniu wymaga prawdy, nie nienawiści
Dlatego powtórzę jasno: Wołyń to pamięć, nie pałka.
Polska powinna domagać się prawdy o Wołyniu. Powinna domagać się ekshumacji. Powinna dbać o groby ofiar. Powinna mówić światu o tej zbrodni mocno, spokojnie i konsekwentnie.
Ale Polska nie może zamienić pamięci w nienawiść.
Nie możemy pozwolić, by ofiary Wołynia stały się narzędziem do obrażania dzisiejszych Ukraińców. Nie możemy pozwolić, by patriotyzm stał się pretekstem do pogardy. Nie możemy pozwolić, by historia została zawłaszczona przez ludzi, którzy żywią się konfliktem.
Bo prawdziwa pamięć nie krzyczy „nienawidź”.
Prawdziwa pamięć mówi: nazwij prawdę, pochowaj ofiary, ucz się historii i nie pozwól, by zło wróciło pod nową nazwą.
W 2030 roku Polska potrzebuje wiarygodności
Minął czas pustych gestów, medialnych spektakli i patriotyzmu na pokaz. Polska potrzebuje wiarygodnych ludzi. Takich, którzy nie tylko mówią o wartościach, ale żyją według nich.
W 2030 roku prezydentem powinien być człowiek, który nie dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Człowiek, który rozumie historię, ale nie używa jej do szczucia. Człowiek, który potrafi mówić prawdę o Wołyniu, a jednocześnie nie robi z dzisiejszych Ukraińców wrogów.
Człowiek, który wie, że Polska nie będzie silna wtedy, gdy najgłośniej krzyczy. Polska będzie silna wtedy, gdy będzie uczciwa.
I o taką Polskę warto walczyć.
Nie pałką.
Nie wyzwiskiem.
Nie propagandą.
Ale książką, blogiem, rozmową, pamięcią i odwagą mówienia prawdy.

Komentarze
Prześlij komentarz