Fasadowa merytokracja i kultura ściemy. Jak Polacy dali się złapać w sieć influencerów, narcyzmu i politycznego PR-u
W normalnym, dojrzałym społeczeństwie obywatelskim bezczelny nepotyzm, obrona ewidentnego oszustwa i zasłanianie się dziećmi w celu ratowania własnego wizerunku oznaczałyby natychmiastowy i bezpowrotny koniec kariery publicznej. W Polsce? W Polsce połowa narodu bije brawo, a słupki poparcia dla pary prezydenckiej szybują w górę. Jak to możliwe, że jako społeczeństwo daliśmy się tak koncertowo omotać przez toksyczną synergię politycznego marketingu, bezkrytycznych influencerów i cynicznego PR-u rodem z mediów społecznościowych?
Fabryka sztucznych geniuszy i syndrom LinkedIna
Sprawa „genialnej nastolatki” Kornelii Wieczorek obnażyła przerażającą prawdę o tym, jak łatwo sprzedać Polakom tandetną bajkę o sukcesie. Wystarczy chwytliwy nagłówek, ładne zdjęcie i bezkrytyczny technologiczny influencer, taki jak Maciej Kawecki, który w pogoni za zasięgami namaści kolejnego „geniusza” na swoim profilu. Kiedy bańka pęka, a społeczność internetowa udowadnia, że rzekome innowacje to ordynarne przywłaszczenie cudzych praw autorskich, zamiast pokory oglądamy festiwal hipokryzji.
Zamiast natychmiastowego odebrania państwowych odznaczeń i przeprosin, machina rusza dalej. Ci sami influencerzy, którzy zaliczyli gigantyczną wpadkę, natychmiast znajdują kolejne „wspaniałe dzieci”. Nowa narracja? „Młody Polak podbija Oxford”. Dopiero wnikliwe oko internautów odziera tę magię z PR-owego fałszu. To nie są elitarne, mordercze studia stacjonarne, na które dostają się najwybitniejsze umysły świata. To komercyjne, kilkutygodniowe kursy online (tzw. Executive Education), gdzie jedynym kryterium przyjęcia jest stan konta rodziców zdolnych wyłożyć 8 tysięcy złotych miesięcznie na certyfikat z prestiżową nazwą w nagłówku. Kupowanie prestiżu na Zoomie sprzedaje się w polskich mediach jako narodowy sukces.
Pierwsza Dama w obronie oszustwa, czyli PR zza zamkniętych drzwi elitarnej szkoły
Szczytem bezczelności w tym krajobrazie staje się jednak postawa Pierwszej Damy, Marty Nawrockiej. Kobieta, która w oficjalnych przemówieniach odmienia przez wszystkie przypadki słowa o „równości w edukacji” i „wspieraniu młodzieży”, w praktyce realizuje skrajnie dualne standardy. Swoje własne dziecko izoluje w elitarnej, prywatnej szkole – bo przecież publiczny system edukacji jest dobry dla mas, ale nie dla dzieci władzy.
Co gorsza, Pierwsza Dama angażuje autorytet swojego urzędu w obronę dziewczyny, której udowodniono nadużycia, nazywając walkę twórców o prawa autorskie... „hejtem”. Powoływanie fundacji z rachunkami w państwowych instytucjach i kreowanie się na tarczę broniącą „ofiary internetowego linczu” to cyniczny majstersztyk. To próba odwrócenia pojęć: z ofiar (prawdziwych naukowców, którym ukradziono projekty) robi się agresorów, a z osób omijających zasady – uciemiężone bohaterki.
Dlaczego 50% Polaków to kupuje?
Odpowiedź jest bolesna: żyjemy w społeczeństwie, które przedkłada fasadę nad treść, a plemienną lojalność nad elementarną uczciwość. Dla twardego elektoratu i ludzi karmionych algorytmami mediów społecznościowych liczy się tylko to, „kto jest nasz”.
Jeśli oszukuje ktoś z naszej partii, to nie jest to oszustwo – to „atak medialnej konkurencji”.Jeśli Pierwsza Dama broni nepotyzmu i błędu, to nie jest to kompromitacja etyczna – to „matczyna troska i walka z hejtem”.
Sztuczne uśmiechy z Instagrama, zdjęcia z międzynarodowych salonów u boku Melanii Trump i sprawnie moderowane sekcje komentarzy wystarczą, by przykryć brak jakiejkolwiek wiarygodności. Polacy dają sobą manipulować, ponieważ algorytmy zwalniają ich z myślenia, a narodowe kompleksy sprawiają, że desperacko potrzebujemy wierzyć w jakiekolwiek, nawet najbardziej sfingowane historie o „polskim geniuszu”.
Dopóki jako społeczeństwo będziemy tolerować kulturę ściemy, podkręcania CV i obrony ewidentnych błędów w imię politycznego wizerunku, dopóty będziemy rządzeni przez ludzi, dla których moralność to tylko kwestia odpowiednio skrojonego filtra na TikToku. Normalność zaczyna się tam, gdzie kończy się ślepota na hipokryzję władzy. W Polsce ta ślepota ma się na razie świetnie.

Komentarze
Prześlij komentarz