Nie interesuje mnie, co kupili Lewandowscy

 

Nie interesuje mnie, co kupili Lewandowscy

Nie interesuje mnie, jaki samochód kupili Lewandowscy. Nie obchodzi mnie, ile kosztował ich dom, gdzie spędzają wakacje, jak urządzili kuchnię ani czy właśnie zamówili nowy jacht.

Nie dlatego, że im zazdroszczę.

Po prostu ich zakupy nie mają żadnego wpływu na moje życie.

Nie zapłacą moich rachunków. Nie poprawią mojego zdrowia. Nie rozwiążą moich problemów. Nie zwiększą moich oszczędności. Nie naprawią relacji z bliskimi. Nie dadzą mi spokoju, poczucia bezpieczeństwa ani sensu.

A jednak media każdego dnia próbują przekonać nas, że powinniśmy tym żyć.

Nowa willa. Nowy samochód. Nowa stylizacja. Egzotyczne wakacje. Zegarek za cenę mieszkania. Torebka, której koszt wystarczyłby komuś na kilka miesięcy życia.

Wszystko pokazane tak, jakby wydarzyło się coś naprawdę ważnego.

Nie wydarzyło się nic ważnego.

Bogaci ludzie kupili kolejną drogą rzecz.

Tyle.

Media nie sprzedają informacji. Sprzedają porównywanie się

Portale plotkarskie nie opisują życia celebrytów po to, żeby nas edukować. One zarabiają na naszej ciekawości, frustracji i poczuciu, że inni żyją lepiej.

Im dłużej patrzymy na cudzy luksus, tym mniej czasu poświęcamy własnemu życiu.

Zaczynamy porównywać swój zwykły samochód z ich sportowym autem. Swoje mieszkanie z ich rezydencją. Swoje wakacje nad polskim jeziorem z ich pobytem na Malediwach.

I nagle to, co jeszcze wczoraj było wystarczające, przestaje nam wystarczać.

Nie dlatego, że nasze życie się pogorszyło.

Dlatego, że ktoś pokazał nam starannie wyreżyserowany obraz cudzego życia i zasugerował, że właśnie tak wygląda sukces.

To jedna z najskuteczniejszych manipulacji współczesnych mediów: najpierw wywołać w człowieku niezadowolenie, a później sprzedać mu iluzję, że szczęście można kupić.

Cudzy luksus nie jest moim osiągnięciem

Nie rozumiem emocjonowania się tym, że znana para kupiła dom, jacht albo luksusowy samochód.

Czy ja będę tym samochodem jeździł?

Czy odpocznę na tym jachcie?

Czy zamieszkam w tej willi?

Nie.

Mogę jedynie obejrzeć zdjęcia, przeczytać cenę i przez kilka minut uczestniczyć w spektaklu cudzego bogactwa.

Potem zamykam stronę i wracam do własnych obowiązków, problemów i celów.

Cudzy sukces oglądany w internecie nie staje się moim sukcesem.

Cudze pieniądze nie zwiększają stanu mojego konta.

Cudze wakacje nie dają mi odpoczynku.

Cudze ciało, małżeństwo, dom i kariera nie budują mojego życia.

Dlaczego więc miałbym poświęcać im tyle uwagi?

Najcenniejszą walutą nie są pieniądze

Najcenniejszą walutą jest uwaga.

To, czemu poświęcam czas, zaczyna wpływać na moje myślenie, emocje i decyzje.

Gdy codziennie obserwuję celebrytów, uczę się analizować ich życie zamiast własnego.

Wiem, gdzie byli na wakacjach, ale nie wiem, dlaczego sam jestem przemęczony.

Wiem, co kupili, ale nie wiem, na co uciekają moje pieniądze.

Wiem, jak wyglądają ich dzieci, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio naprawdę rozmawiałem z własną rodziną.

Wiem, kto się rozwiódł, kto schudł i kto zmienił samochód, ale nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czego naprawdę potrzebuję.

To nie jest niewinna rozrywka.

To systematyczne oddawanie własnej uwagi ludziom, którzy często nawet nie wiedzą o naszym istnieniu.

Celebryci nie są naszymi znajomymi

Media społecznościowe stworzyły iluzję bliskości.

Widzimy śniadanie znanej osoby, jej dzieci, psa, sypialnię, wakacje i rodzinne uroczystości. Zaczynamy mieć wrażenie, że uczestniczymy w jej życiu.

Nie uczestniczymy.

Jesteśmy widownią.

Ich życie jest treścią. Nasza uwaga jest produktem. Reklamodawcy płacą za to, że patrzymy.

Celebryci pokazują tylko to, co chcą pokazać. Wybrane kadry, odpowiednie światło, dopracowane stroje, starannie przygotowane komunikaty.

Nie widzimy prawdy.

Widzimy wizerunek.

A mimo to tysiące ludzi przeżywają cudze zakupy, kłótnie i wakacje mocniej niż własne sprawy.

To absurd naszych czasów.

Nie mam obowiązku podziwiać bogactwa

Współczesna kultura próbuje wmówić nam, że luksus jest najwyższą formą sukcesu.

Im większy dom, droższy samochód i dalsze wakacje, tym bardziej udane życie.

Nie wierzę w to.

Można mieć ogromny dom i nie mieć spokoju.

Można posiadać kilka samochodów i nie wiedzieć, dokąd się zmierza.

Można spędzać wakacje w najdroższych hotelach i nie umieć odpoczywać.

Można być znanym, bogatym i podziwianym, a jednocześnie żyć w ciągłym lęku, presji i samotności.

Pieniądze dają wygodę i możliwości. Nie dają automatycznie mądrości, miłości, zdrowia ani szczęścia.

Nie mam więc obowiązku zachwycać się każdą drogą rzeczą kupioną przez osobę znaną z telewizji lub internetu.




Wolę budować własne życie

Zamiast sprawdzać, co kupili Lewandowscy, wolę zapytać siebie:

Czy dbam o zdrowie?

Czy dobrze zarządzam pieniędzmi?

Czy rozwijam własne umiejętności?

Czy mam czas dla ludzi, których kocham?

Czy potrafię odpoczywać bez telefonu?

Czy moje życie zmierza w stronę, którą sam wybrałem?

To są pytania, które mogą coś zmienić.

Nie cena cudzego samochodu.

Nie metraż cudzego domu.

Nie marka cudzego zegarka.

Nie miejsce, w którym ktoś znany spędza wakacje.

Mojego życia nie poprawi wiedza o tym, co posiadają inni. Poprawić je mogą jedynie moje decyzje, nawyki, relacje i konsekwentna praca.

Wybieram własne cele

Nie chcę żyć cudzym sukcesem.

Nie chcę być widzem we własnym życiu.

Nie chcę znać każdego szczegółu z życia celebrytów i jednocześnie nie wiedzieć, czego sam pragnę.

Nie interesuje mnie, co kupili Lewandowscy.

Interesuje mnie, co ja mogę zbudować.

Może nie będzie to jacht ani rezydencja.

Może będzie to spokojny dom, finansowe bezpieczeństwo, zdrowie, dobra relacja, własna książka, rozwijająca praca albo życie bez ciągłego porównywania się z innymi.

Dla mediów może to być zbyt mało efektowne.

Dla mnie będzie prawdziwe.

Celebryci mogą żyć swoim życiem.

Ja wybieram własne.

A Ty?

Znasz lepiej życie celebrytów czy własne potrzeby?

Komentarze