Nie o zemstę, lecz o pamięć. Dlaczego ta koszulka tak bardzo drażni „patriotów”?
Na koszulce widnieją słowa: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. Trudno znaleźć bardziej jednoznaczne przesłanie. Nie ma w nim negowania zbrodni wołyńskiej, usprawiedliwiania sprawców ani żądania milczenia o historii. Jest natomiast wezwanie, aby pamięć o zamordowanych nie została zamieniona w paliwo dla współczesnej nienawiści.
A jednak właśnie taki przekaz nie spodobał się części samozwańczych „patriotów”.
Patriotyzm potrzebujący kolejnego wroga
Na niektórych facebookowych grupach nie prowadzi się już rozmowy o historii. Prowadzi się polowanie na wroga. Wystarczy napisać, że odpowiedzialność za zbrodnie nie może obejmować wszystkich żyjących dziś Ukraińców, aby natychmiast zostać nazwanym zdrajcą, propagandystą albo obrońcą banderyzmu.
Takie środowiska zawsze potrzebują przeciwnika. Wcześniej niemal każdą krytykę tłumaczono wpływami rosyjskimi. Dzisiaj wygodnym celem stali się Ukraińcy. Nie dlatego, że historia Wołynia została dopiero odkryta. Była znana również w 2022 roku, gdy Polacy pomagali rodzinom uciekającym przed rosyjską agresją.
Zmienił się przede wszystkim polityczny interes. Antyukraińska retoryka pozwala części prawicy odróżniać się od koalicji rządzącej, mobilizować najbardziej radykalny elektorat i budować zasięgi na gniewie.
Pytania, których nie wolno zadawać
Na jednej z grup opublikowano pytanie: „Karol Nawrocki bardzo dobrze reprezentuje Polskę. Czy się z tym zgadzasz?”
Kiedy uczestnicy dyskusji zaczęli przypominać kontrowersje opisywane w książkach i mediach, pytać o publiczne oskarżenia, decyzje personalne oraz odznaczenie osoby kojarzonej przede wszystkim z aktywnością internetową, post został usunięty.
To znamienny mechanizm. Pytanie jest dozwolone dopóty, dopóki odpowiedzi są zgodne z oczekiwaniami administratorów. Gdy pojawiają się głosy krytyczne, dyskusja znika, komentarze są blokowane albo grupa zostaje ustawiona jako prywatna, żeby treści nie można było łatwo udostępnić poza jej obrębem.
Nie jest to obrona wolności słowa. To tworzenie zamkniętej przestrzeni, w której wolno jedynie potwierdzać wcześniej ustaloną narrację.
Pamięć bez odpowiedzialności zbiorowej
Karol Nawrocki mógłby zdobyć autentyczne uznanie wielu Polaków, gdyby wyraźnie oddzielił pamięć od nienawiści. Gdyby powiedział, że Polska ma prawo domagać się prawdy, ekshumacji, dokumentowania zbrodni i godnego pochówku ofiar, ale nie ma prawa upokarzać ukraińskich dzieci ani obarczać całego narodu odpowiedzialnością za czyny sprawców sprzed ponad osiemdziesięciu lat.
W 2001 roku podczas pielgrzymki do Ukrainy Jan Paweł II mówił:
„Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli”.
To nie było wezwanie do zapomnienia. Papież nie proponował przemilczenia zbrodni ani zafałszowania historii. Wzywał do takiego przeżywania pamięci, które prowadzi do prawdy, pojednania i odpowiedzialności, a nie do przekazywania nienawiści kolejnym pokoleniom.
Przebaczenie nie oznacza zapomnienia
Chrześcijańskie przebaczenie wymaga nazwania zła po imieniu. Nie polega na udawaniu, że zbrodni nie było, ani na rezygnacji z prawa do badań historycznych. Odrzuca jednak odwet, pogardę i odpowiedzialność zbiorową.
Nie można zasłaniać się Janem Pawłem II, a następnie nazywać ukraińskiego dziecka „banderowcem”.
Nie można mówić o obronie chrześcijańskiej Polski, posługując się pogardą wobec całego narodu.
Nie można czcić dzieci zamordowanych na Wołyniu, upokarzając dzieci żyjące dzisiaj.
Jeżeli pamięć historyczna zaczyna służyć do poniżania niewinnych ludzi, przestaje być hołdem dla ofiar. Staje się narzędziem politycznej manipulacji.
Historia wymaga książek, nie internetowego krzyku
Coraz więcej osób sięga po publikacje dotyczące Wołynia, w tym książki Arkadiusza Podlewskiego oraz badania historyków zajmujących się relacjami polsko-ukraińskimi. To dobra wiadomość, pod warunkiem że czytanie nie będzie polegało na wyrywaniu pojedynczych fragmentów i używaniu ich jako amunicji przeciwko współczesnym Ukraińcom.
Potrzebujemy również głosu badaczy takich jak profesor Grzegorz Motyka, którzy opisują zbrodnie bez ich pomniejszania, ale jednocześnie pokazują złożoność historii: działalność ukraińskich nacjonalistów, cierpienie polskich mieszkańców, akcje odwetowe, a także przypadki Ukraińców ratujących polskich sąsiadów mimo zagrożenia własnego życia.
Historia nie mieści się w propagandowym haśle. Tym bardziej nie mieści się w obraźliwym komentarzu na Facebooku.
Instytucje pamięci nie mogą należeć do jednej partii
Po zmianach personalnych w Instytucie Pamięci Narodowej pojawiła się nadzieja, że rozmowa o Wołyniu stanie się bardziej otwarta na badania, dokumenty i różne głosy historyków, a mniej podporządkowana bieżącej walce politycznej.
IPN powinien służyć państwu, rodzinom ofiar i prawdzie historycznej, a nie budowaniu wizerunku konkretnego polityka. Podobnie urząd prezydenta nie może być narzędziem jednej partyjnej narracji o patriotyzmie.
Można więc postawić ostrą, ale uprawnioną politycznie tezę: zmiana na najwyższych stanowiskach może otworzyć Polsce drogę do spokojniejszej debaty, większego szacunku dla instytucji i szybszego rozwoju. Nie dlatego, że jedna osoba odpowiada za wszystkie problemy kraju, lecz dlatego, że państwo rozwija się najlepiej wtedy, gdy krytyka nie jest cenzurowana, historia nie służy do szczucia, a patriotyzm nie wymaga nieustannego wskazywania nowego wroga.
Nie o zemstę
Ofiary Wołynia zasługują na prawdę, pamięć, imiona, groby i modlitwę. Zasługują również na to, aby ich cierpienie nie było wykorzystywane do zdobywania lajków i głosów wyborczych.
Koszulka z napisem „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” nie jest wystąpieniem przeciwko Polsce. Jest przypomnieniem, czym powinien być dojrzały patriotyzm.
Pamięcią bez kłamstwa.
Prawdą bez odwetu.
Sprawiedliwością bez pogardy.
I troską o to, aby tragedia poprzednich pokoleń nie stała się usprawiedliwieniem dla nienawiści przekazywanej dzieciom żyjącym dzisiaj.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz