Nie żyję życiem Dody. I nie zamierzam
Doda zmienia stroje, fryzury, partnerów, wizerunek i zawodowe pomysły. Ma do tego pełne prawo. To jej życie.
Tylko dlaczego media próbują wmówić mi, że powinienem śledzić je jak narodowy serial?
Dlaczego mam wiedzieć, co miała na sobie, gdzie była, z kim się pokazała, co powiedziała i kto odpowiedział jej w internecie? Dlaczego cudza stylizacja ma być wiadomością, a cudze rozstanie wydarzeniem dnia?
Nie jest.
To produkt medialny.
Produkt prosty, tani i skuteczny. Nie wymaga myślenia. Wymaga tylko kliknięcia.
Fabryka cudzej prywatności
Portale plotkarskie produkują dziś emocje z niczego.
Zdjęcie z restauracji staje się „sensacją”. Nowa fryzura „zaskakuje fanów”. Sukienka „rozgrzewa internet”. Milczenie celebrytki „mówi wszystko”. A zwykły wpis urasta do rangi społecznego wydarzenia.
To nie jest dziennikarstwo.
To przemysł żerujący na ludzkiej ciekawości, porównywaniu się i poczuciu, że gdzieś indziej życie jest bardziej kolorowe.
Celebryta nie musi już niczego stworzyć. Wystarczy, że pokaże fragment prywatności.
Media zrobią resztę.
Dopiszą konflikt, napięcie, dramat, triumf albo upadek. Zbudują narrację. Podkręcą emocje. Zaproszą ekspertów. Stworzą materiał z pustki.
A my mamy to konsumować.
Codziennie.
Nie chcę znać życia obcych ludzi
Nie interesuje mnie, kto z kim spędził weekend.
Nie interesuje mnie, kto schudł, przytył, założył błyszczącą suknię albo kupił kolejny samochód.
Nie interesuje mnie, kto odpoczywa na jachcie, pokazuje kuchnię, sypialnię, taras, pierścionek, wakacje i własne dzieci.
Nie dlatego, że ci ludzie nie mają prawa tego pokazywać.
Mają.
Ja mam prawo nie patrzeć.
Mam prawo nie oddawać swojego czasu przemysłowi, który zarabia na tym, że przestaję żyć własnym życiem i zaczynam podglądać cudze.
To nie jest niewinna rozrywka, kiedy trwa godzinami, karmi zazdrość, rozprasza i wypiera realne cele.
To mentalna dieta złożona z cukru.
Smakuje natychmiast. Nie daje niczego.
Kultura widza
Najwygodniejszą rolą współczesnego człowieka jest rola widza.
Widz ogląda.
Widz komentuje.
Widz ocenia.
Widz wie, kto z kim jest, kto się rozstał, kto „odpowiedział hejterom” i kto zaliczył „modową wpadkę”.
Ale widz często nie wie, co zrobić z własnym życiem.
Łatwiej analizować związek celebrytki niż naprawić własną relację.
Łatwiej oceniać cudzą sylwetkę niż zadbać o własne zdrowie.
Łatwiej komentować czyjś sukces niż rozpocząć własny projekt.
Łatwiej żyć cudzym dramatem niż zmierzyć się z własnym lękiem, samotnością, zmęczeniem i niespełnieniem.
Dlatego kultura celebrycka jest tak wygodna.
Daje zastępcze emocje.
Pozwala przeżywać bez działania.
Media nie chcą, żebym żył świadomie
Człowiek świadomy jest niewygodnym odbiorcą.
Nie klika każdego nagłówka.
Nie daje się sprowokować.
Nie śledzi sztucznie napędzanych konfliktów.
Nie porównuje swojego mieszkania, małżeństwa, ciała i wakacji z wystylizowanym kadrem obcej osoby.
Pyta: po co mam to oglądać?
A to pytanie jest groźne dla całego biznesu.
Bo gdy zaczynam wybierać treści świadomie, nagle okazuje się, że większość celebryckich „newsów” nie jest warta nawet minuty mojego życia.
Nie daje wiedzy.
Nie daje mądrości.
Nie pomaga budować relacji.
Nie poprawia zdrowia.
Nie przybliża do celu.
Nie zostawia po sobie nic poza kolejnym impulsem, by przewinąć ekran.
Doda nie jest problemem
Doda nie jest tu prawdziwym problemem.
Jest symbolem systemu, który każdą znaną osobę zamienia w całodobowy produkt.
Dziś Doda. Jutro piłkarz, influencerka, aktor, polityk, żona sportowca albo uczestnik programu telewizyjnego.
Nazwiska się zmieniają. Mechanizm pozostaje ten sam.
Masz patrzeć.
Masz komentować.
Masz się oburzać.
Masz porównywać.
Masz wracać.
Masz być widzem.
Najlepiej takim, który uważa, że sam wybiera, choć od rana do wieczora reaguje na podsuwane mu bodźce.
Nie jestem widzem cudzego serialu
Nie żyję życiem Dody.
Nie żyję życiem Lewandowskich.
Nie żyję życiem influencerów, polityków, aktorów ani ludzi znanych głównie z tego, że są znani.
Mam własne życie.
Być może mniej błyszczące.
Być może bez czerwonych dywanów, egzotycznych wyjazdów i setek tysięcy obserwujących.
Ale prawdziwe.
Mam ludzi, za których odpowiadam. Mam pracę do wykonania. Mam książki do napisania, rozmowy do przeprowadzenia, relacje do pielęgnowania i błędy do naprawienia.
To jest mój świat.
I nie pozwolę, żeby został zagłuszony przez niekończący się serial o cudzych strojach, romansach i luksusach.
Odzyskać uwagę
Największym buntem wobec współczesnych mediów nie jest krzyk.
Jest nim obojętność.
Nie klikam.
Nie komentuję.
Nie udostępniam.
Nie daję się wciągać w konflikty ludzi, których nie znam.
Nie sprawdzam, kto komu odpowiedział i kto tym razem „podzielił internet”.
Moja uwaga ma wartość.
Mój czas ma wartość.
Moje życie ma wartość.
Nie oddam ich za zdjęcie celebrytki w nowej sukience.
Doda może żyć po swojemu.
Ja także.
I właśnie dlatego nie zamierzam żyć jej życiem.

Komentarze
Prześlij komentarz