Pamięć to nie odwet. Kto karmi się nienawiścią w cieniu wołyńskich krzyży?

 

Pamięć to nie odwet. Kto karmi się nienawiścią w cieniu wołyńskich krzyży?

Zbrodnia wołyńska pozostaje jedną z najkrwawszych i najgłębszych ran w polskiej pamięci narodowej. Bestialstwo, z jakim ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA mordowali naszych rodaków, wymaga pełnego, bezkompromisowego rozliczenia. Jako naród mamy absolutne prawo domagać się prawdy, odnalezienia masowych grobów, przeprowadzenia oficjalnych ekshumacji oraz zapewnienia ofiarom godnego, chrześcijańskiego pochówku. Chcemy zrozumieć mechanizmy tej tragedii nie po to, by rozdrapywać rany, ale by zadośćuczynić pomordowanym.
Jednak między dążeniem do historycznej sprawiedliwości a ślepym odwetem na współczesnych, niewinnych ludziach przebiega granica, której przekroczyć nie wolno.
Niestety, w cieniu tej narodowej tragedii coraz głośniej dają o sobie znać ludzie, którzy ból rodzin ofiar próbują przekuć w ordynarną, współczesną ksenofobię. Prowokacyjne gesty polityków, nocne manifestacje z racami na Podkarpaciu czy płomienne hasła rzucane w mediach społecznościowych nie służą pamięci. One służą budowaniu kapitału politycznego na najniższych ludzkich instynktach.



Cyniczna gra strachem i emocjami

Współczesna debata wokół Wołynia przestała być domeną historyków, a stała się narzędziem w rękach radykalnych działaczy. Kiedy politycy tacy jak Tomasz Grabarczyk czy liderzy Nowej Nadziei i Konfederacji, w tym Sławomir Mentzen, organizują widowiskowe akcje i rozwijają transparenty w miejscach pamięci, takich jak Domostawa, muszą brać odpowiedzialność za emocje, które celowo podpalają.
To ci sami ludzie, którzy potrafią budować wokół siebie aurę autorytetów, podczas gdy opinia publiczna regularnie przypomina im dawne, skandaliczne wypowiedzi obyczajowe czy głośne w mediach kontrowersje wokół ich działalności biznesowej i finansowej na rynku kryptowalut. Gdy tacy liderzy rzucają w przestrzeń publiczną radykalne hasła, ich najbardziej zapalczywi zwolennicy słyszą jedno: przyzwolenie na agresję.
Przenoszenie winy za wydarzenia sprzed ponad ośmiu dekad na współczesne ukraińskie kobiety, dzieci i uchodźców szukających w Polsce bezpiecznego schronienia przed brutalną rosyjską inwazją jest moralną ślepotą. Ataki na firmy zatrudniające migrantów czy akty agresji wobec obcokrajowców na polskich ulicach nie mają nic wspólnego z patriotyzmem. To zwykłe barbarzyństwo, które stawia agresorów na tej samej płaszczyźnie moralnej, co dawnych oprawców stosujących odpowiedzialność zbiorową.

„Nienawiść niczego nie buduje”

Prawdziwy, polski patriotyzm nie karmi się chęcią pogromu ani nagonką na słabszych. O tym, jak powinny wyglądać relacje oparte na prawdzie i szacunku, przypominali nam wielcy moralni liderzy, których głosy radykalni politycy tak chętnie dziś zagłuszają.
Warto w tym miejscu przywołać słowa świętego Jana Pawła II, który podczas swojej historycznej wizyty we Lwowie w 2001 roku apelował o pojednanie ponad historycznymi podziałami:
„Niech darowana wina rozleje się jak dobroczynny balsam w sercach wszystkich. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku”.
Papież Polak wielokrotnie ostrzegał, że „nienawiść niczego nie buduje”, a ślepy odwet jedynie zapętla spiralę przemocy. Podobny fundament pod trwały pokój próbowali kłaść również sami Ukraińcy. W głośnym liście otwartym ukraińskich intelektualistów i byłych prezydentów z 2016 roku padły uniwersalne słowa chrześcijańskiego pojednania:
„Prosimy o przebaczenie za popełnione przez nas zbrodnie i krzywdy – to jest naszą myślą przewodnią. Prosimy o przebaczenie oraz my tak samo przebaczamy zbrodnie i krzywdy popełnione wobec nas”.

Sprawiedliwość – tak, nienawiść – nie

Większość Polaków doskonale rozumie różnicę pomiędzy pamięcią o ofiarach a nienawiścią do żyjących. Domagamy się od władz w Kijowie pełnego otwarcia archiwów, zgody na ekshumacje i oficjalnego potępienia zbrodniczych ideologii OUN-UPA. Chcemy, aby historia została w pełni rozliczona na poziomie państwowym i naukowym.
Nie możemy jednak pozwolić, aby radykalni krzykacze, internetowi trolle i cyniczni politycy ukradli tę bolesną rocznicę i zamienili ją w paliwo do siania terroru na naszych ulicach. Ofiarom Wołynia winni jesteśmy modlitwę, pamięć i godne groby – a nie nowe akty przemocy dokonywane w ich imieniu.

Komentarze