Współczesne igrzyska dla mas. Dlaczego nie kibicuję i jak odzyskałem kontrolę nad swoim życiem

 Współczesne igrzyska dla mas. Dlaczego nie kibicuję i jak odzyskałem kontrolę nad swoim życiem


Oglądałeś kiedyś mecz Argentyny z Anglią? Albo wielki finał z udziałem Igi Świątek? Nie pytam o wynik czy statystyki. Pytam o to, co działo się z ludźmi na trybunach i przed ekranami.


W kulturach takich jak argentyńska granica między miłością do sportu a totalnym obłędem już dawno przestała istnieć. Tam nie ma po prostu radości z gry. Tam jest czysty, emocjonalny trans. Zbiorowa histeria, w której dorosły, inteligentny człowiek w ułamku sekundy kasuje swoją indywidualność. Oddaje stery nad własnym życiem i staje się bezwolnym trybikiem w maszynie do zarabiania pieniędzy.


Idol – nieważne czy nazywa się Messi, czy Świątek – nagle dostaje status bóstwa, a kibic przyjmuje rolę ślepego wyznawcy. To perfekcyjnie zaprojektowany mechanizm: Ty oddajesz swoje najcenniejsze zasoby, czyli czas i energię, a wielkie federacje sportowe i koncerny browarnicze liczą zyski.



Niedawno napisałem na jednej z fanowskich grup na Facebooku proste zdanie: „Nie kibicuję, bo zajmuję się sobą, a nie życiem innych ludzi”. Lawina pomyj, jaka się na mnie wylała, tylko potwierdziła moją diagnozę. Kiedy mówisz stadu, że nie masz zamiaru biec razem z nimi, reaguje ono agresją. Dlaczego? Bo brutalnie niszczysz ich iluzję.


Wielki biznes handluje Twoją dopaminą


Prawda jest chłodna i mało romantyczna: współczesny przemysł sportowy nie sprzedaje piękna rywalizacji. On handluje Twoim czasem, Twoimi emocjami i Twoją tożsamością.


Marketingowcy i stacje telewizyjne doskonale znają neurobiologię. Budują wokół sportowców mitologie "od zera do bohatera", używają militarnego języka o "wojnie" i "bitwach", aby aktywować w Twoim mózgu pierwotne, jaskiniowe instynkty plemienne. Dlaczego to robią? Bo człowiek uzależniony od tych emocji to idealny klient. Przez połowę swojego wolnego życia będzie siedział przed telewizorem, żarł chipsy, pił piwo i płacił abonamenty, żeby dostać kolejny strzał dopaminy.


Zastanów się nad tym racjonalnie. Co to za układ, w którym Twój poniedziałkowy nastrój w pracy zależy od tego, czy kilku milionerów w krótkich spodenkach kopnęło piłkę w prawo, czy w lewo? Dlaczego pozwalasz, aby obcy ludzie, którzy nawet nie wiedzą o Twoim istnieniu, decydowali o tym, czy jesteś dziś szczęśliwy, czy sfrustrowany?


Stoicki pancerz: Twoja wewnętrzna cytadela


Już dwa tysiące lat temu rzymski filozof Seneka ostrzegał przed chodzeniem na masowe igrzyska do Koloseum. Pisał, że człowiek wraca z tłumu gorszy, bardziej podatny na niskie instynkty i wyzbyty z własnej autonomii. Nic się od tamtego czasu nie zmieniło. Zmieniły się tylko ekrany – z piasku areny na wielkie matryce telewizorów w naszych salonach.


Fundamentem dojrzałości psychicznej i kontroli nad własnym życiem jest stoicka dychotomia kontroli. Świat dzieli się na dwie szuflady:


To, co zależy od Ciebie (Twoje zdrowie, Twoje finanse, Twoje relacje, Twoja praca nad sobą).To, co NIE zależy od Ciebie (wynik meczu Świątek, pogoda, kursy akcji, forma Messiego).


Inwestowanie chociażby ułamka energii w drugą szufladę to czyste marnotrawstwo. Sukces Igi Świątek nie spłaci Twojego kredytu. Złoty medal Messiego nie poprawi Twojej sylwetki ani nie sprawi, że będziesz lepszym partnerem czy specjalistą w swojej branży. Zamiast budować własne imperium, kupujesz po prostu bilet na seans cudzych sukcesów.


Przestań żyć na zastępczym pakiecie emocji


Kibicowanie w obecnym wydaniu to ucieczka od własnej rzeczywistości. Łatwiej jest usiąść na kanapie z piwem i przeżywać cudze, genialne życie, niż wstać i naprawić własne. Łatwiej ryczeć z euforii w tłumie, niż w ciszy i skupieniu pracować na swój własny, osobisty sukces.


Nie mam zamiaru być częścią tej zbiorowej hipnozy. Wolę ten czas zainwestować w siebie – w swoje książki, swój biznes, swoje zdrowie i swój spokój psychiczny.


A Ty? Dalej będziesz przeżywał życie na zastępczych emocjach, które ktoś zapakował w ładny marketingowy papierek i sprzedał Ci w przerwie reklamowej? Wybór należy do Ciebie. Ale pamiętaj – kiedy stado ryczy najgłośniej, to znak, że nikt w nim już nie myśli samodzielnie.

Komentarze