„AUSCHWITZ CHIC” DLA MAMONY.

„AUSCHWITZ CHIC” DLA MAMONY. JAK WYDAWNICTWO FILIA, MAGDALENA WOJTKIEWICZ I SPRZEDAJNI BLOGERZY KPIĄ Z PAMIĘCI OFIAR NAZIZMU

To nie jest literatura. To jest etyczny ściek, komercyjne żerowanie na grobach oraz bezwstydna machina marketingowa opłacana za judaszowe grosze.
Polski rynek wydawniczy zalała fala pseudohistorycznej papki, która pod płaszczykiem „wielkich wojennych emocji” dokonuje systematycznego demontażu prawdy o II wojnie światowej. Na czele tego haniebnego procederu stoi Wydawnictwo Filia oraz autorka Magdalena Wojtkiewicz. Ich wspólne „dzieła”, takie jak „Błękitna wstążka” czy „W obronie miłości”, to ordynarne paszkwile pisane pod dyktando bezwzględnego zysku.
Wojtkiewicz taśmowo, co kilka miesięcy, wypuszcza na rynek kolejne tomiska, w których realizuje jedną, skrajnie obrzydliwą fantazję: romantyzuje nazistowskich zbrodniarzy. W „Błękitnej wstążce” czytelnik karmiony jest fikcją o rzekomym układzie i miłości Polki z oficerem z obozu koncentracyjnego Stutthof. W kolejnych książkach autorka serwuje dokładnie ten sam schemat, tym razem z oficerem Gestapo.
Jednak ten biznesowy mechanizm kłamstwa nie działałby tak sprawnie, gdyby nie cała armia współczesnych kolaborantów marketingowych – internetowych blogerów i influencerów książkowych (tzw. booktokerów i bookstagramerów), którzy za mamonę legitymizują te bzdury.





Blogerzy na smyczy wydawnictwa – prawda historyczna sprzedana za lajki i paczki reklamowe

Dlaczego te gnioty sprzedają się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i trafiają na listy bestsellerów? Ponieważ Wydawnictwo Filia bez trudu kupuje sobie pochlebne opinie w sieci. Przykładem bezkrytycznego marketingu na zlecenie są recenzje wpływowych blogerek, takich jak Marta Mrowiec. Osoby te wprost oznaczają swoje wpisy jako „współpraca reklamowa z Wydawnictwem Filia”, a następnie bez mrugnięcia okiem piszą, że Wojtkiewicz „świetnie oddaje wojenny realizm”, „opisuje fakty” i „pokazuje ból bez lukrowania”.
To nie jest niezależna krytyka literacka – to zwykła, płatna dezinformacja. Tacy blogerzy doskonale wiedzą, że gdyby napisali prawdę – że robienie z gestapowca czy esesmana wrażliwego dżentelmena pijącego kawę z Polką to potwarz dla ofiar i historyczny idiotyzm – wydawnictwo natychmiast odcięłoby ich od darmowych książek, prezentów i kontraktów finansowych. Wybierają więc milczenie i pełen zachwytu bełkot, stając się bezpośrednimi wspólnikami w fałszowaniu historii. Ich internetowy autorytet sprawia, że tysiące niewyedukowanych czytelników przyjmuje te szkodliwe fantazje za autentyczną wiedzę o okupacji.

To nie jest „prawo do fikcji”. To wtórna wiktymizacja i antypolizm.

Mówmy wprost: ukazywanie katów z formacji SS czy Gestapo jako „wrażliwych, zakochanych mężczyzn w mundurach” to splunięcie w twarz milionom ofiar i ocalałych. To plucie na pamięć naszych przodków – takich jak polscy więźniowie Mauthausen, Stutthofu czy Auschwitz – którzy w tych piekłach na ziemi byli bestialsko mordowani, głodzeni i torturowani. Prawdziwi więźniowie ocaleli wyłącznie dzięki nadludzkiej harówce przy budowie bunkrów i wzajemnej, polskiej solidarności wewnątrzobozowej, a nie dzięki „miłosierdziu” zakochanych esesmanów.
W realiach Trzeciej Rzeszy żadnych „romantycznych paktów” i układów o uwolnienie więźniów w zamian za miłość nie było. Intymna relacja z Polakiem była przez nazistowskie prawo surowo karana jako Rassenschande (hańba rasy), a sami oprawcy działali w ramach bezwzględnej machiny zagłady. Wmawianie współczesnemu czytelnikowi, że niemieccy oficerowie obozowi negocjowali z Polakami jak dżentelmeni, to jawne wybielanie hitlerowskich zbrodniarzy.
Wydawnictwo Filia cynicznie umieszcza na okładkach hasła typu „to nie powinno się wydarzyć”, sugerując odbiorcy obcowanie z ukrytą prawdą historyczną. W ten sposób, na polskich półkach księgarskich, za polskie pieniądze i przy wtórze opłaconych oklasków ze strony blogerów, dokonuje się cicha rehabilitacja oprawców. To antypolska działalność rynkowa, która niszczy świadomość historyczną narodu dla kilku groszy zysku.

Głos oburzonych czytelników – Polacy mówią „DOŚĆ!”

Świadomi czytelnicy oraz potomkowie ofiar nie dają się jednak omamić taniej propagandzie wydawnictwa i kupionych influencerów. W internecie oraz na portalach literackich wrze, a recenzenci wprost punktują obrzydliwy charakter tej publikacji:
  • „To nie jest romans historyczny, to jest plucie na groby ofiar Stutthofu! Jak można robić z esesmana zakochanego Romea i sugerować, że w obozie koncentracyjnym handlowano ludzkim życiem za miłość? Ta książka to historyczny i etyczny skandal.”
  • „Autorka kompletnie nie rozumie realiów okupacji. Robienie z niemieckiego oficera wrażliwego dżentelmena, który pije kawkę z Polką i negocjuje układy, to jawne zakłamywanie historii. Najgorsze, że opłacone blogerki bez wiedzy historycznej wmawiają ludziom, że to wartościowa i prawdziwa literatura.”
  • „Wydawnictwo Filia po raz kolejny żeruje na najniższych instynktach i modzie na 'Auschwitz chic'. Zero researchu, zero szacunku dla zmarłych, tylko czysty biznes nastawiony na mamonę. Kupione recenzje na Instagramie i blogach budują fałszywy obraz, który obraża polskie rodziny.”
Czas z tym skończyć. Czas na systemowe rozwiązania, które ukrócą ten biznes oparty na kłamstwie ołtarza ofiar i pociągną do odpowiedzialności zarówno wydawców, jak i ich opłacone tuby propagandowe w mediach społecznościowych.

LIST OTWARTY

Do:
Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Zwracamy się do Panów z kategorycznym żądaniem podjęcia natychmiastowych działań ustawodawczych oraz instytucjonalnych w celu ochrony pamięci historycznej Narodu Polskiego przed komercyjnym fałszowaniem faktów, wtórną wiktymizacją ofiar niemieckiego nazizmu oraz nieuczciwymi praktykami marketingowymi w branży wydawniczej.
Współczesny rynek wydawniczy w Polsce, reprezentowany m.in. przez Wydawnictwo Filia oraz pisarzy pokroju Magdaleny Wojtkiewicz, uczynił z tragedii obozów koncentracyjnych oraz terroru Gestapo narzędzie do generowania zysków poprzez pisanie pseudohistorycznych romansów. W książkach tych esesmani i gestapowcy są przedstawiani jako wrażliwi kochankowie, a realia obozowe są ordynarnie zniekształcane. Co gorsza, proceder ten jest masowo i bezkrytycznie promowany w przestrzeni publicznej przez internetowych blogerów i influencerów w ramach płatnych współprac reklamowych, co jawnie wprowadza w błąd opinię publiczną i buduje fałszywy konsensus wokół tych kłamstw.
Taka narracja relatywizuje zbrodnie, zrównuje katów z ofiarami i stanowi głęboką zniewagę dla rodzin osób, które przeszły przez piekło Mauthausen, Stutthof i innych miejsc kaźni.
Jako obobywateli i potomkowie ocalałych oraz ofiar żądamy:
  1. Wprowadzenia ustawowego obowiązku umieszczania na okładkach książek beletrystycznych (stosujących tło historyczne z okresu II wojny światowej) wyraźnego, widocznego ostrzeżenia konsumenckiego. Ostrzeżenie to powinno jednoznacznie informować, że opisywane relacje między okupantem a ofiarami są całkowicie sprzeczne z prawdą historyczną i stanowią wyłącznie fikcję literacką.
  2. Wprowadzenia regulacji prawnych nakładających na influencerów i blogerów obowiązkowe i jednoznaczne ostrzeżenie przy promowaniu książek o tematyce martyrologicznej, zakazujące przedstawiania fikcji literackiej rażąco sprzecznej z faktami jako „wiedzy historycznej” lub „opisu faktów” w ramach płatnych współprac.
  3. Podjęcia przez Instytut Pamięci Narodowej oficjalnych działań monitorujących i edukacyjnych, w tym wydawania publicznych oświadczeń i recenzji eksperckich piętnujących pozycje książkowe oraz promujące je kampanie marketingowe, które w rażący sposób zakłamują martyrologię narodu polskiego.
Wolność słowa i wolność twórczości artystycznej nie mogą stanowić tarczy ochronnej dla cynicznego biznesu, który dla mamony i internetowych zasięgów niszczy pamięć o zbrodniach przeciwko ludzkości i obraża pamięć naszych dziadków. Stop bezkarnemu wybielaniu nazistów na półkach polskich księgarń!
Z wyrazami szacunku,
Obywatele, Ocalali i Potomkowie Ofiar Niemieckich Obozów Koncentracyjnych


Komentarze