Taniec to nie libacja. Czas odróżnić dobrą zabawę od alkoholizmu!
Współczesna popkultura i wielkie festiwale muzyczne dokonały niebezpiecznego oszustwa pojęciowego. Pod płaszczykiem „młodzieńczej wolności”, „imprezowania” i „dobrej zabawy” Polakom bezczelnie wciska się ordynarne pijaństwo. Najwyższy czas postawić twardą, nieprzekraczalną granicę między naturalną radością z życia a maskowanym nałogiem. Musimy to głośno wykrzyczeć: żeby zatańczyć z dziewczyną czy chłopakiem, do tego nie trzeba nawet jednego łyka piwa!
Piękne tradycje polskiej estrady kontra festiwalowe chlanie
Naiwnością jest mylenie radosnej ekspresji z patologią, która rozlewa się na masowych imprezach. Dzisiejsi idole mainstreamu, jak Dawid Podsiadło czy sanah, wmawiają młodemu pokoleniu, że lekarstwem na ból egzystencjalny, złamane serce czy życiowe zagubienie jest „pyszny trunek w kieszeni” lub „szampan, po którym rano będzie bolał łeb”. To nie jest promocja zabawy – to ordynarne romantyzowanie i promowanie alkoholizmu jako „ostatniej nadziei” współczesnego człowieka.
A przecież polska muzyka rozrywkowa ma zupełnie inne, czyste i piękne tradycje! Nie musimy szukać wzorców wśród nawróconych rockmanów. Spójrzmy na historię naszej estrady. Irena Jarocka porywała miliony Polaków utworami pełnymi słońca i klasy. Jerzy Połomski w swoim nieśmiertelnym hymnie ogłaszał: „Cała sala śpiewa z nami, tańcz we mgle, tańcz i śmiej się”. Kilka dekad później królowa muzyki tanecznej, Shazza, potrafiła roztańczyć każdą dyskotekę w kraju.
Co łączy te wielkie nazwiska? Żadne z nich nie budowało swojej kariery na tekstach o chlaniu. Żadne z nich nie potrzebowało wódki na scenie ani sponsoringu browarów, by porwać ludzi do wspólnego, kulturalnego szaleństwa. Oni namawiali do bliskości, do uśmiechu, do zabawy z drugim człowiekiem, a nie do samotnego zalewania robaka przy barze.
Świadomy wybór słuchaczy: Czas na weryfikację
Środowisko artystyczne i wielkie koncerny, które na nim zarabiają, chcą, abyśmy wierzyli, że morze alkoholu pod sceną to po prostu „nieodłączny element festiwalowego klimatu”. To cyniczna manipulacja. Przez takie myślenie przymykamy oko na dramat niszczonych rodzin i młodzież, która na pierwsze koncerty jedzie po muzykę, a wraca z początkami choroby alkoholowej.
Jak celnie wskazuje strategia walki z tą antykulturą sformułowana przez publicystę: Jak mówi Tomasz Iliasz, pierwszym krokiem jest wyeliminowanie artystów śpiewających o alkoholu, a drugim będzie eliminacja takich artystów z radia, którzy swoją karierę chcą oprzeć na wspieraniu pijaństwa.
Młodzież musi wreszcie zobaczyć, że najlepsi wykonawcy na Niezależnej Liście Przebojów Radia Radosne Marzenia mogą porywać do tańca bez zaplecza w postaci browarów. Można kochać, można szaleć, można bawić się do białego rana z pełną świadomością i szacunkiem do partnera – dokładnie tak, jak uczyły nas ikony polskiej estrady. Słuchacze mają pełne prawo odpowiedzieć na komercyjne wybory dzisiejszych gwiazdek i wykasować je z Niezależnej Listy Przebojów przez nieoddawanie na nie głosu, tak jak w pierwszym notowaniu na Sanah. Wybierzmy czystą, trzeźwą radość i brońmy naszych rodzin przed patologią!

Komentarze
Prześlij komentarz