Rozwój Plus i pułapka arogancji.

 


Rozwój Plus i pułapka arogancji. Czy politycy zapomnieli, dla kogo pracują?

Większość z nas idzie do wyborów z nadzieją, że po miesiącach kampanijnych obietnic nadejdzie czas realnego działania. Głosujemy nie po to, aby podziwiać polityków na kolejnych uroczystościach, lecz po to, aby rozliczać ich z konkretnych deklaracji. Oczekujemy poprawy jakości usług publicznych, uczciwego zarządzania pieniędzmi, przejrzystych decyzji i zwyczajnego szacunku dla obywateli.

Tym większy sprzeciw budzą decyzje personalne komitetu Rozwój Plus oraz promowanie ludzi, których część wyborców postrzega jako zainteresowanych przede wszystkim własną karierą, pozycją i wizerunkiem. Nie jest to wyłącznie błąd taktyczny. To uderzenie w fundament zaufania, na którym powinno opierać się poparcie dla każdego nowego ugrupowania.

Najbardziej niepokojące jest jednak przyjmowanie narracji, według której prezydent, urzędnik albo lider polityczny rzekomo „nie musi się tłumaczyć”. Takie stwierdzenie jest zaprzeczeniem demokracji. Mandat wyborczy nie jest czekiem in blanco. Zwycięstwo w wyborach nie oznacza zwolnienia z odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie — od chwili objęcia urzędu obowiązek składania wyjaśnień staje się większy.

Najbardziej boli buta

Polacy potrafią wybaczać politykom błędy. Rozumieją, że nie każdą obietnicę można zrealizować natychmiast, że sytuacja gospodarcza może się zmienić, a parlament lub rząd mogą blokować inicjatywy prezydenta. Trudniej wybaczyć jednak butę i przekonanie, że władza nie jest nikomu winna odpowiedzi.

Najbardziej boli postawa sugerująca, że prezydent z niczego nie musi się tłumaczyć. Że po wyborach pytania obywateli tracą ważność. Że wystarczy nazwać krytykę „politycznym atakiem”, aby uniknąć rozmowy o faktach.

To właśnie ta arogancja niszczy zaufanie szybciej niż pojedyncza nieudana decyzja.

Błąd można naprawić. Obietnicę można uczciwie zweryfikować. Z zaniedbania można się wycofać. Jeżeli jednak polityk uznaje, że nie odpowiada przed społeczeństwem, problem staje się systemowy. Obywatel przestaje być pracodawcą władzy, a zaczyna być traktowany jak widz, któremu wolno jedynie oglądać przygotowany spektakl.

Brak publicznego bilansu odpowiedzialności

Jednym z najbardziej widocznych dowodów deficytu odpowiedzialności jest brak jasnego i szczegółowego rozliczenia pierwszego roku prezydentury.

Po dwunastu miesiącach obywatele powinni otrzymać czytelny dokument zawierający:

  • listę złożonych obietnic;

  • informację, które zostały zrealizowane;

  • wykaz przygotowanych projektów ustaw;

  • stan prac nad każdą inicjatywą;

  • przyczyny niewykonania pozostałych deklaracji;

  • zestawienie kosztów funkcjonowania Kancelarii;

  • informacje o zatrudnieniu, nominacjach i wynagrodzeniach;

  • opis efektów działalności prezydenckich rad i komisji.

Nie wystarczą przemówienia, filmy promocyjne i wybiórcze komunikaty. Odpowiedzialność musi być mierzalna. Obywatel powinien móc porównać słowa wypowiadane podczas kampanii z rezultatami osiągniętymi po objęciu urzędu.

Jeżeli takiego rozliczenia brakuje, społeczeństwo ma prawo pytać, czy nie chodzi właśnie o uniknięcie odpowiedzialności za niespełnione deklaracje.

Obietnice dla seniorów bez widocznego przełomu

W kampanii wiele mówiło się o ochronie osób starszych, godnych emeryturach i bezpieczeństwie ekonomicznym. Po roku trudno jednak wskazać przełomową prezydencką inicjatywę, która systemowo poprawiłaby położenie seniorów.

Emeryci nadal mierzą się z kosztami leków, energii, żywności, opieki i usług medycznych. Wielu z nich musi wybierać między wykupieniem recepty a opłaceniem rachunków. Odpowiedzialna prezydentura powinna nie tylko okazywać seniorom szacunek podczas uroczystości, lecz także przedstawiać konkretne rozwiązania.

Jeżeli prezydent nie ma możliwości samodzielnego podniesienia świadczeń, może przygotować projekt ustawy, zainicjować debatę, zwołać Radę Gabinetową, powołać zespół z jasno określonym terminem pracy albo przedstawić rządowi publiczne rekomendacje.

Brak pełnej władzy wykonawczej nie jest usprawiedliwieniem dla braku inicjatywy.

Rynek pracy i gospodarka bez zdecydowanej reakcji

Prezydent miał być rzecznikiem polskiego rozwoju, przedsiębiorców i pracowników. Tymczasem w debacie publicznej wciąż brakuje wyraźnego prezydenckiego planu dotyczącego zamykanych zakładów, zwolnień grupowych, odpływu młodych ludzi i trudności małych przedsiębiorstw.

Oczywiście politykę gospodarczą prowadzi przede wszystkim rząd. Prezydent nie może odpowiadać za każdą decyzję ministra ani za wszystkie wskaźniki ekonomiczne. Może jednak korzystać z autorytetu urzędu, inicjatywy ustawodawczej i możliwości zwoływania najważniejszych organów państwa.

Może zapraszać związki zawodowe, samorządowców, ekonomistów i przedsiębiorców. Może przedstawiać projekty wspierające inwestycje, stabilność prawa oraz rozwój regionów tracących miejsca pracy.

Jeżeli zamiast tego społeczeństwo otrzymuje przede wszystkim kolejne przemówienia o rozwoju, trudno nie dostrzec różnicy między hasłem a działaniem.

Edukacja nadal czeka na poważny plan

Podczas kampanii łatwo mówić o młodzieży, patriotycznym wychowaniu i przyszłości Polski. Znacznie trudniej przygotować spójną odpowiedź na rzeczywiste problemy szkół.

Brakuje nauczycieli, programy nauczania są przeciążone, młodzi ludzie zgłaszają problemy psychiczne, a system nadal nie przygotowuje wystarczająco dobrze do zmieniającego się rynku pracy. Szkoła potrzebuje nie tylko sporów ideologicznych, lecz także praktycznych rozwiązań dotyczących kompetencji cyfrowych, edukacji ekonomicznej, psychologicznego wsparcia uczniów i prestiżu zawodu nauczyciela.

Jeżeli prezydent przedstawiał się jako patron młodego pokolenia, powinien pokazać rezultaty tej deklaracji. Gdzie jest kompleksowy projekt? Jakie rozwiązania legislacyjne zaproponowano? Ile z nich przeszło etap konsultacji? Jakie terminy wyznaczono?

Bez odpowiedzi pozostają jedynie uroczyste wizyty w szkołach i zdjęcia z uczniami.

Komisja demograficzna nie może być dekoracją

Kryzys demograficzny należy do najpoważniejszych zagrożeń dla przyszłości Polski. Spadająca liczba urodzeń wpływa na rynek pracy, emerytury, ochronę zdrowia, edukację, mieszkalnictwo i rozwój całych regionów.

Powołanie komisji lub rady nie jest jeszcze rozwiązaniem problemu. Liczą się efekty jej pracy.

Społeczeństwo ma prawo wiedzieć:

  • ile razy komisja się zebrała;

  • kto w niej zasiada i według jakich kryteriów został wybrany;

  • ile kosztuje jej działalność;

  • jakie rekomendacje przygotowała;

  • które propozycje przekształcono w projekty ustaw;

  • jakie terminy realizacji wyznaczono;

  • kto odpowiada za wykonanie przyjętych zaleceń.

Jeżeli efektem działania są głównie konferencje i obszerne opracowania, które nie prowadzą do konkretnych zmian, komisja staje się elementem politycznego teatru.

Polacy nie potrzebują kolejnego raportu opisującego problem, który znają od lat. Potrzebują dostępnych mieszkań, stabilnego zatrudnienia, żłobków, dobrej opieki zdrowotnej, wsparcia dla rodziców i pewności, że założenie rodziny nie oznacza ekonomicznej katastrofy.

Niewyjaśnione sprawy z kampanii

Brak odpowiedzialności widać również w sposobie traktowania kontrowersji z przeszłości prezydenta. W kampanii pojawiały się zapowiedzi wyjaśnienia zarzutów, przedstawienia dowodów oraz podjęcia działań prawnych. Po wyborach część tematów zniknęła z głównego przekazu.

Nie oznacza to, że każde medialne oskarżenie było prawdziwe. Zarzuty nie są wyrokiem, a osoby publiczne również mają prawo do ochrony dobrego imienia. Odpowiedzialność wymaga jednak doprowadzenia zapowiadanych wyjaśnień do końca.

Jeżeli polityk zapowiada proces, powinien później informować o jego przebiegu. Jeżeli twierdzi, że posiada dowody, powinien je przedstawić w sposób zgodny z prawem. Jeżeli oskarżenie jest fałszywe, powinien dążyć do jego jednoznacznego obalenia.

Nie wystarczy przeczekać kampanię i liczyć na to, że po zwycięstwie opinia publiczna straci zainteresowanie.

Ustawka i brak jednoznacznego rozliczenia z przemocą

Jedną z kontrowersji jest udział Karola Nawrockiego w kibicowskiej ustawce. Nie chodzi już nawet o samo wydarzenie z przeszłości, lecz o stosunek do niego.

Odpowiedzialna reakcja powinna zawierać jasne przyznanie, że udział w zorganizowanej bójce był błędem. Nie powinno się przedstawiać takiego zdarzenia jako romantycznej „męskiej rywalizacji” ani dowodu siły charakteru.

Ustawka nie jest sportem. Nie odbywa się pod kontrolą sędziego, z zabezpieczeniem medycznym i zgodnie z przepisami związku sportowego. Jest celowo zorganizowaną przemocą.

Prezydent powinien być szczególnie ostrożny w sposobie mówienia o takich wydarzeniach, ponieważ jego słowa mogą być odbierane przez młodych ludzi jako usprawiedliwienie agresji. Brak jednoznacznego odcięcia się od tego rodzaju zachowań jest przykładem unikania moralnej odpowiedzialności.

Mieszkanie seniora i pytania bez pełnych odpowiedzi

Kolejna sprawa dotyczy przejęcia mieszkania starszego człowieka, któremu Nawrocki miał pomagać.

Bez prawomocnego rozstrzygnięcia nie można twierdzić, że doszło do przestępstwa albo udowodnionego wyłudzenia. Można jednak stawiać pytania dotyczące standardów etycznych.

Czy senior w pełni rozumiał skutki zawieranych umów? Jak długo i w jakim zakresie otrzymywał pomoc? Dlaczego znalazł się w placówce opiekuńczej? Kto sprawdzał jego sytuację? Dlaczego kolejne informacje ujawniane opinii publicznej wywoływały następne wątpliwości?

Późniejsze przekazanie mieszkania organizacji społecznej nie zastępuje odpowiedzi dotyczących wcześniejszego przebiegu sprawy. Oddanie przedmiotu kontrowersji może być gestem wizerunkowym, ale nie wyjaśnia automatycznie wszystkich okoliczności.

Odpowiedzialność nie polega na pozbyciu się problematycznego składnika majątku. Polega na przedstawieniu pełnej historii, dokumentów i konsekwentnych wyjaśnień.

Zarzuty z czasów pracy w hotelu

W czasie kampanii pojawiły się również poważne zarzuty dotyczące okresu pracy Nawrockiego w sopockim hotelu. Prezydent im zaprzeczał i zapowiadał działania prawne.

Takie oskarżenia należy traktować ostrożnie. Nie wolno przedstawiać ich jako udowodnionych faktów bez prawomocnego rozstrzygnięcia. Jednocześnie społeczeństwo ma prawo oczekiwać informacji o rezultatach zapowiedzianych postępowań.

Czy pozwy zostały skutecznie wniesione? Na jakim etapie znajdują się sprawy? Czy przesłuchano osoby formułujące zarzuty? Czy wydano rozstrzygnięcia?

Jeżeli Pałac Prezydencki chce zamknąć temat, powinien zrobić to za pomocą faktów, a nie milczenia. Brak informacji nie oczyszcza nikogo z zarzutów, ale też ich nie potwierdza. Utrzymuje jedynie atmosferę podejrzeń.

Państwowe odznaczenie i zawodna weryfikacja

Poważne pytania wywołało również odznaczenie młodej osoby przedstawianej jako autorka wyjątkowych osiągnięć naukowych i medycznych. Po uroczystości zaczęto kwestionować część opisów jej działalności. Pojawiły się informacje, że nie uczestniczyła w operacji, lecz znajdowała się w placówce w ramach szkolnej wizyty. Powstały także pytania dotyczące rzeczywistego autorstwa aplikacji medycznej.

Odpowiedzialności nie należy przerzucać na nastolatkę. To dorośli i instytucje państwowe mają obowiązek sprawdzić kandydaturę przed nadaniem odznaczenia.

Kancelaria powinna przedstawić:

  • kto zgłosił kandydaturę;

  • jakie dokumenty dołączono do wniosku;

  • kto weryfikował przedstawione osiągnięcia;

  • czy skontaktowano się ze szpitalem i pozostałymi instytucjami;

  • czy sprawdzono autorstwo projektu;

  • jakie działania podjęto po ujawnieniu rozbieżności;

  • czy wobec osób odpowiedzialnych wyciągnięto konsekwencje.

Państwowy order nie może być rekwizytem wizerunkowym. Jeżeli popełniono błąd, urząd powinien to przyznać. Obrona każdej decyzji za wszelką cenę nie świadczy o sile państwa, lecz o jego niezdolności do samokontroli.

PR Pierwszej Damy zamiast rozliczenia urzędu

Wizerunkowa aktywność Pierwszej Damy sama w sobie nie jest niczym niewłaściwym. Małżonka prezydenta może wspierać ważne inicjatywy społeczne, edukacyjne i charytatywne.

Problem pojawia się wtedy, gdy komunikacja Pałacu zaczyna przypominać kampanię promującą prezydencką parę, podczas gdy trudne pytania pozostają bez odpowiedzi.

Kolejne fotografie, stroje, spotkania i oficjalne wizyty nie mogą zastąpić informacji o realizacji obietnic. Państwo nie jest scenografią, a urząd Pierwszej Damy nie może służyć jako zasłona odwracająca uwagę od błędów Kancelarii.

Polacy mają prawo wiedzieć, ile kosztują wydarzenia, delegacje, zaplecze komunikacyjne i obsługa medialna. Mają również prawo pytać, jakie konkretne efekty społeczne przyniosła każda promowana inicjatywa.

Język podziału zamiast odpowiedzialnego przywództwa

Prezydent powinien łagodzić konflikty społeczne, a nie wykorzystywać je do mobilizowania własnego elektoratu. Dotyczy to również sposobu mówienia o Ukraińcach.

Można i należy dyskutować o kosztach pomocy, polityce migracyjnej, prawach do świadczeń, rynku pracy i relacjach międzynarodowych. Krytyka konkretnych decyzji władz Ukrainy także jest dopuszczalna. Nie może jednak przeradzać się w zbiorowe obwinianie całej narodowości ani język pogardy.

Władza często sięga po emocje wtedy, gdy nie chce rozmawiać o własnych rezultatach. Łatwiej wskazać grupę, wobec której można skierować społeczną frustrację, niż odpowiedzieć na pytania o mieszkania, służbę zdrowia, podatki i miejsca pracy.

Odpowiedzialny prezydent nie szuka wygodnych winnych. Przedstawia rozwiązania.

Obietnice bez terminów stają się sloganami

Każda deklaracja wyborcza powinna po objęciu urzędu zostać zamieniona w plan zawierający termin, źródło finansowania, odpowiedzialną instytucję i sposób mierzenia efektów.

Bez tych elementów obietnica nie jest programem. Jest reklamą.

Jeżeli prezydent zapowiada wsparcie rodzin, powinien wyjaśnić, jaki projekt przygotował i kiedy został skierowany do parlamentu. Jeżeli mówi o bezpieczeństwie seniorów, powinien przedstawić konkretne rozwiązania. Jeżeli obiecuje rozwój gospodarczy, powinien wskazać inicjatywy wspierające inwestycje i przedsiębiorców.

Polityk nie może po roku tłumaczyć wszystkiego tym, że nie ma większości parlamentarnej. Już w kampanii znał konstytucyjne kompetencje prezydenta. Składając obietnice, powinien wiedzieć, które może zrealizować samodzielnie, a które wymagają współpracy z rządem.

Obiecywanie rzeczy znajdujących się poza własnymi kompetencjami, a następnie obwinianie innych za ich niewykonanie również jest formą braku odpowiedzialności.

Rozwój Plus powinien wyciągnąć wnioski

Na tym tle decyzje komitetu Rozwój Plus nabierają szczególnego znaczenia. Nowe ugrupowanie powinno budować swoją wiarygodność na standardach wyższych niż te, które krytykuje u konkurentów.

Jeżeli już na początku akceptuje brak transparentności swoich partnerów, wysyła wyborcom niebezpieczny komunikat: rozliczalność obowiązuje przeciwników, ale nie ludzi znajdujących się po naszej stronie.

To właśnie jest pułapka politycznej arogancji. Najpierw słyszymy, że trzeba zaufać kandydatom. Później, że nie należy zadawać niewygodnych pytań. Następnie każda krytyka zostaje uznana za atak na całe środowisko. Na końcu politycy dochodzą do wniosku, że poparcie otrzymane w wyborach jest ich własnością.

Nie jest.

Rozwój Plus powinien jasno odpowiedzieć:

  • według jakich kryteriów dobiera kandydatów i partnerów;

  • czy sprawdza ich przeszłość oraz potencjalne konflikty interesów;

  • czy publikuje źródła finansowania kampanii;

  • czy zobowiąże swoich przedstawicieli do regularnych sprawozdań;

  • czy wprowadzi jawny rejestr spotkań i wydatków;

  • czy będzie reagować na błędy własnych ludzi tak samo stanowczo jak na błędy konkurencji.

Bez takich zasad hasło „rozwój” może szybko zostać sprowadzone do rozwoju osobistych karier.

Wyborcy nie są fanami polityków

Jednym z największych problemów polskiej polityki jest traktowanie partii i liderów jak klubów sportowych. Zwolennik ma bronić „swoich” niezależnie od faktów, a każde pytanie uznawane jest za zdradę.

Tymczasem wyborca nie jest fanem ani poddanym. Jest obywatelem i współwłaścicielem państwa.

Nie ma obowiązku kochać polityka, którego poparł. Ma obowiązek patrzeć mu na ręce. Powinien wymagać więcej właśnie od osób, na które głosował, ponieważ to jego poparcie pomogło im objąć urząd.

Lojalność wobec ugrupowania nie może być ważniejsza niż lojalność wobec zasad. Jeżeli potępiamy brak przejrzystości u przeciwników, musimy potępiać go również po własnej stronie.

Mandat wyborczy nie usuwa odpowiedzialności

Zwycięstwo w wyborach daje prawo do objęcia urzędu. Nie daje prawa do milczenia.

Każdy urzędnik powinien rozliczać się z:

  • obietnic złożonych w kampanii;

  • publicznych pieniędzy;

  • decyzji kadrowych;

  • politycznych sojuszy;

  • nominacji i odznaczeń;

  • konfliktów interesów;

  • błędów własnych oraz podległych mu instytucji.

Prezydent nie jest wyjątkiem. Im wyższy urząd, tym większy obowiązek przejrzystości.

Stwierdzenie, że głowa państwa nie musi się tłumaczyć, jest szczególnie niebezpieczne. Prowadzi do przekonania, że urząd chroni człowieka przed pytaniami. Tymczasem urząd powinien zwiększać zakres jego odpowiedzialności.

Odpowiedzialność zaczyna się od prostych słów

Polacy nie oczekują od polityków nieomylności. Oczekują uczciwości.

Czasami wystarczyłoby powiedzieć:

„Popełniliśmy błąd”.

„Nie sprawdziliśmy dokumentów wystarczająco dokładnie”.

„Nie zrealizowaliśmy tej obietnicy”.

„Nie mamy jeszcze większości potrzebnej do przyjęcia projektu”.

„Zmieniły się warunki i przedstawimy nowy termin”.

„Wyjaśnimy sprawę oraz opublikujemy wyniki kontroli”.

Takie zdania nie osłabiają władzy. Pokazują, że rozumie ona swoją służebną rolę.

Znacznie bardziej niszczy ją uporczywe zaprzeczanie faktom, zasłanianie się urzędem i traktowanie każdej krytyki jak wrogiego ataku.

Politycy pracują dla obywateli

Rozwój Plus i każde inne ugrupowanie powinny pamiętać o jednej podstawowej zasadzie: politycy nie są właścicielami mandatów, urzędów ani publicznych pieniędzy.

Pracują dla obywateli.

Ich wynagrodzenia pochodzą z podatków. Podejmowane przez nich decyzje wpływają na życie rodzin, seniorów, przedsiębiorców i młodych ludzi. Dlatego muszą odpowiadać na pytania nawet wtedy, gdy są niewygodne.

Największym zagrożeniem nie jest pojedyncza niespełniona obietnica. Jest nim polityczna kultura, w której lider nie przyznaje się do błędu, jego otoczenie broni każdej decyzji, a zwolennicy próbują uciszać krytyków.

Tak rodzi się dwór zamiast demokracji.

Tak powstaje przekonanie, że jedni mogą wymagać odpowiedzi, a inni są ponad kontrolą.

Nie potrzebujemy kolejnych zbawców

Polska nie potrzebuje polityków przedstawiających się jako nieomylni przywódcy, których należy bezwarunkowo podziwiać. Potrzebuje ludzi gotowych pracować, przedstawiać rezultaty i przyjmować odpowiedzialność za porażki.

Rozwój Plus ma jeszcze możliwość udowodnienia, że nie będzie kolejnym projektem zbudowanym na pięknych hasłach i osobistych ambicjach. Musi jednak zacząć od przejrzystości, jasnych kryteriów personalnych i zobowiązania swoich przedstawicieli do regularnego rozliczania się przed wyborcami.

To samo dotyczy prezydenta.

Nie może oczekiwać szacunku dla urzędu, jeżeli sam nie okazuje szacunku obywatelom domagającym się odpowiedzi. Nie może mówić o odpowiedzialności, jeśli przemilcza niewygodne sprawy. Nie może żądać społecznego zaufania, jeśli nie przedstawia pełnego bilansu swoich działań.

Najbardziej Polaków nie boli nawet to, że jakaś obietnica nie została spełniona.

Najbardziej boli buta — poczucie, że po wyborach polityk może odwrócić się do ludzi plecami i uznać, że nie musi się z niczego tłumaczyć.

W demokracji jest dokładnie odwrotnie. To właśnie po wyborach zaczyna się prawdziwe rozliczanie. Wiec jesli Rozwój Plus chce się wzorować na Nawrockim , to może ale bez mojego głosu. 

Komentarze