Nowoczesność podszyta wulgarnością. Jak reżyser Maślona sam stał się „przegrywem” własnych ambicji
Mieliśmy mieć wielką, narodową dyskusję o korzeniach i nowoczesności, a mamy festiwal reżyserskiego narcyzmu. Paweł Maślona – kreowany przez salony na wizjonera polskiego kina – postanowił w jednym z wywiadów zabłysnąć tanią publicystyką. Obwieszczenie, że Łęcka i Wokulski byliby dziś „przegrywami”, miało zapewne brzmieć chwytliwie, młodzieżowo i prowokująco. Wyszło jednak żałośnie. Największym przegranym tego medialnego spektaklu jest bowiem sam Maślona, który rozpaczliwie żebrał o ordery za odwagę, a pokazał jedynie artystyczną ślepotę i brak zrozumienia tekstu czytanego.
Tani poklask zamiast głębi
Zasada działania dzisiejszych „wielkich twórców” jest prosta: weź coś, co Polacy cenią, oblej to sosem cynizmu, dodaj parę wulgaryzmów i nazwij to „nowoczesnym spojrzeniem”. Maślona ewidentnie liczył na to, że warszawka i krytycy padną przed nim na kolana, krzycząc: „Och, jaki on postępowy! Jak wspaniale odczarowuje bogoojczyźniany i klasyczny etos!”.
Plan jednak spalił na panewce. Widzowie – a zwłaszcza widzki – szybko przejrzeli tę tanią grę. Reżyser, zamiast zaoferować realną, głęboką wiwisekcję naszych wad i zalet, wolał pójść na skróty. Sprowadzenie skomplikowanych, tragicznych postaci polskiej literatury do poziomu internetowych memów o „przegrywach” to nie jest nowoczesność. To jest intelektualne lenistwo. Maślona zdaje się nie pamiętać, że Wokulski to człowiek o potężnym, choć rozdartym intelekcie, który sam o sobie mówił: „W stopie ołowiu rzuconym w wodę mędrcy widzą tylko ołów, ale artysta dostrzega w nim ukryte kształty posągów”. Prus stworzył gigantów ducha i przedsiębiorczości, tymczasem współczesny reżyser widzi w nich jedynie „przegrywów”. To smutne świadectwo jego własnych ograniczeń poznawczych.
Polki to nie ordynarny szablon z reżyserskich fantazji
Najbardziej uderzające w tej całej pseudonowoczesnej narracji jest jednak to, jak Maślona i jemu podobni chcieliby widzieć współczesne Polki. W ich głowach nowoczesna kobieta to ordynarna, wyzbyta z wyższych wartości egoistka, która musi krzyczeć i rzucać mięsem, żeby udowodnić swoją podmiotowość.
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te fantazje. Polki – owszem – potrafią być ostre, potrafią walczyć o swoje i potrafią, kiedy trzeba, użyć mocnego słowa. Ale w swojej esencji, w swojej godności i sile, są nieskończenie bliższe klasycznej, dumnej „królewnie” niż wulgarnemu, taniej proweniencji obrazowi, który próbuje im wmusić kino Maślony.
Prus pisał o kobietach z ogromnym wyczuciem ich wewnętrznej siły, a nie jako o prymitywnych lalkach. Pamiętamy przecież słowa: „Kobieta jest jak cień: jeśli ją gonisz, ucieka; jeśli przed nią uciekasz, goni cię”, albo genialne podsumowanie psychiki i dumy bohaterek: „Są serca, które raz zepsuwszy, na zawsze zatrujesz; ale są i takie, które choćbyś zdeptał, wyleczą się same i jeszcze zakwitną”. Dzisiejsze Polki mają w sobie dokładnie tę godność – potrafią przetrwać kryzysy z podniesioną głową, zachowując klasę. Szukanie wulgarności tam, gdzie potrzebna jest elegancja i duma, to największy grzech współczesnych filmowców. Chcieliście zrobić z Polek manifest nowoczesnego wyzwolenia, a zrobiliście ordynarną karykaturę.
Koniec ery tanich prowokacji
Paweł Maślona chciał przejść do historii jako ten, który otworzył nam oczy. Tymczasem zamknął się w oblężonej twierdzy własnego samozachwytu. Myślał, że ucieknie przed krytyką, chowając się za parawanem „odważnego artysty”. Dzisiejszy widz nie daje się już jednak nabierać na takie sztuczki.
Jak celnie ujął to sam Prus ustami rzeckiego: „Głupstwo jest rzeczą zaraźliwą, zwłaszcza gdy ma na sobie pozory mądrości”. I to jest najlepsze podsumowanie wywiadu Maślony. Jego pseudo-analiza literacka miała pozory głębi, ale okazała się zwykłym, modnym głupstwem.
Morał z tej lekcji jest krótki: jeśli budujesz swoją pozycję na pluciu na klasykę i na siłę próbujesz spłycić to, co w ludziach piękne, skomplikowane i dumne, na koniec zostajesz sam. Ze swoim filmem, swoimi niespełnionymi ambicjami o wielkości i z łatką faceta, który po prostu nie rozumie świata, o którym próbuje opowiadać. Kto tu jest prawdziwym przegranym, panie Maślona? Jak pisał Prus: „Świat jest pełen ludzi, którzy sądzą, że wszystko wiedzą, a nie wiedzą nawet tego, że są śmieszni”. Odpowiedź narzuca się sama.

Komentarze
Prześlij komentarz