PIĄTE PRZYKAZANIE - NIE ZABIJAJ Z JANEM PAWŁEM ||







PIĄTE PRZYKAZANIE Z JANEM PAWŁEM II. NIE ZABIJAJ — ALE CZY POTRAFISZ POZWOLIĆ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI ŻYĆ PO SWOJEMU?

Roman Szczepkowski | Refleksje o Dekalogu, wolności, stylu życia i sprawiedliwości

Nie zabijaj. Dwa słowa, które znaczą znacznie więcej

„Nie zabijaj” — dwa krótkie słowa, które większość z nas zna od dzieciństwa. Czy jednak rzeczywiście rozumiemy ich znaczenie?

Jan Paweł II podczas homilii wygłoszonej 4 czerwca 1991 roku na lotnisku wojskowym w Radomiu przypomniał, że piąte przykazanie nie ogranicza się do zakazu odbierania życia. Jest również wezwaniem do jego ochrony, poszanowania zdrowia i godności każdego człowieka.

Bez względu na jego pochodzenie, religię, wiek, inteligencję, stan zdrowia czy stopień świadomości.

To nauczanie skłania mnie do jeszcze jednej refleksji.

Czy poszanowanie życia drugiego człowieka nie powinno oznaczać również poszanowania jego prawa do przeżywania tego życia na własny sposób?

Nie chodzi oczywiście o twierdzenie, że każda decyzja człowieka jest dobra. Chodzi o coś bardziej fundamentalnego: czy mamy moralne prawo narzucać innym własne wyobrażenie szczęścia, rozwoju, odpoczynku i sensu istnienia?

A może powinniśmy nauczyć się odróżniać to, czego sami nie rozumiemy, od tego, co rzeczywiście wyrządza komuś krzywdę?

Kiedyś krytykowałem ludzi, którzy jeździli ciągle w to samo miejsce

Przez wiele lat nie potrafiłem zrozumieć pewnego zjawiska.

Znałem ludzi, którzy każdego roku wyjeżdżali na wakacje do tej samej miejscowości. Wynajmowali podobne pokoje, odwiedzali te same restauracje, spotykali tych samych znajomych i spędzali czas niemal identycznie jak rok wcześniej.

Zastanawiałem się, jaki to ma sens.

Świat jest przecież ogromny. Są tysiące miast, setki kultur, niezwykłe krajobrazy, fascynujące historie i ludzie, których jeszcze nie poznaliśmy.

Dlaczego ktoś, mając możliwość odkrywania nowych miejsc, świadomie rezygnuje z tej szansy?

Krytykowałem takie podejście.

Uważałem, że człowiek powinien poznawać świat, poszerzać horyzonty i wychodzić poza własne przyzwyczajenia.

Dzisiaj nadal uważam, że podróże mogą być wspaniałą szkołą życia. Ale zmieniło się moje spojrzenie na ludzi, którzy wybierają inaczej.

Bo przecież dlaczego ktoś miałby spędzać urlop zgodnie z moimi oczekiwaniami?

Jeżeli pewien człowiek uwielbia Albanię, od piętnastu lat odwiedza tę samą miejscowość, czuje się tam szczęśliwy, ma przyjaciół, odpoczywa i nikomu nie wyrządza krzywdy — to jakie mam prawo odbierać wartość jego doświadczeniu?

Nie muszę podzielać jego wyboru.

Nie muszę nawet go rozumieć.

Wystarczy, że uszanuję jego prawo do tego wyboru.

Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdyby ten sam człowiek zaczął przekonywać wszystkich, że tylko Albania jest piękna, tylko jego sposób podróżowania ma sens, a ludzie odwiedzający inne kraje są głupcami.

Wtedy przestałby dzielić się własnym szczęściem, a zacząłby narzucać innym własną miarę szczęścia.

I właśnie tutaj pojawia się granica, o której chciałbym dzisiaj napisać.

Książka jako dekoracja. Czy mamy prawo oceniać cudze zainteresowania?

Podobny problem dostrzegam w świecie literatury.

Współtworzę stronę internetową Targi Książki i od pewnego czasu obserwuję zjawisko, które potrafi mnie naprawdę zirytować.

Mam na myśli bardzo młode osoby, czasami dwunastoletnie, dla których książka zdaje się kończyć na okładce.

Liczy się kolor grzbietu, estetyka fotografii, dopasowanie książki do wystroju pokoju, popularność w mediach społecznościowych.

Książka przestaje być źródłem wiedzy, przeżyć i refleksji. Staje się dekoracją.

Jako człowiek, który traktuje literaturę poważnie, mam ochotę zapytać:

Czy naprawdę po to powstają powieści, żeby dobrze wyglądały na półce?

Czy autor poświęca miesiące albo lata na budowanie bohaterów, konfliktów i emocji tylko po to, aby ktoś ocenił kolor okładki?

Czy nie zatracamy czegoś niezwykle ważnego, gdy zaczynamy bardziej podziwiać opakowanie niż zawartość?

Ale tutaj również powinienem zatrzymać się nad własnym sposobem myślenia.

Przecież dwunastoletnia dziewczynka, która dzisiaj kupuje książkę dlatego, że ma piękną okładkę, za kilka miesięcy może ją otworzyć.

Może przeczyta pierwszy rozdział.

Może polubi bohaterkę.

Może odkryje, że za kolorową oprawą znajduje się historia, która mówi o jej własnych problemach, marzeniach i lękach.

A może właśnie od tej jednej, przypadkowo kupionej książki rozpocznie się jej wielka przygoda z literaturą?

Czy mam prawo przekreślać jej przyszłość jako czytelniczki tylko dlatego, że dzisiaj bardziej interesuje ją wygląd książki niż jej treść?

Nie.

Mogę krytykować zjawisko powierzchownego traktowania literatury. Mogę promować ambitne czytelnictwo, rzetelne recenzje i wartościowe książki. Mogę zachęcać młodzież do wychodzenia poza okładki.

Ale nie powinienem upokarzać człowieka tylko dlatego, że znajduje się na innym etapie swojej czytelniczej drogi.

Zwłaszcza dziecka.

Bo być może największym sukcesem nie będzie udowodnienie dwunastolatce, że niewiele wie o literaturze.

Być może będzie nim sprawienie, że sama zechce dowiedzieć się więcej.

Wolna wola nie oznacza prawa do decydowania za innych

Wracam więc do piątego przykazania.

Człowiek otrzymał wolną wolę. W chrześcijańskim rozumieniu nie jest ona jednak nieograniczonym przyzwoleniem na wszystko.

Moja wolność nie daje mi prawa do niszczenia życia drugiego człowieka.

Nie daje mi prawa do przemocy, poniżania, zastraszania, prześladowania czy odbierania mu godności.

Nie daje mi również moralnego upoważnienia do traktowania cudzych wyborów jako bezwartościowych tylko dlatego, że różnią się od moich.

Wolna wola nie może być usprawiedliwieniem dla działań, które odbierają drugiemu człowiekowi możliwość korzystania z jego własnej wolności.

Oczywiście nie każda różnica zdań jest ograniczaniem wolności. Nie każde słowo krytyki oznacza krzywdę. Mamy prawo dyskutować, przekonywać i oceniać zachowania.

Ale czym innym jest powiedzenie:

„Nie podoba mi się taki sposób spędzania wakacji”.

A czym innym:

„Nie masz prawa tak spędzać wakacji”.

Czym innym jest stwierdzenie:

„Uważam, że książki powinno się przede wszystkim czytać”.

A czym innym:

„Nie zasługujesz na szacunek, bo kupujesz książki dla ich okładek”.

Pierwsze zdania wyrażają pogląd.

Drugie próbują podporządkować człowieka cudzej woli.

I właśnie tę różnicę warto dostrzegać nie tylko w sprawach wielkich, ale także w codziennym życiu.

Można nie zabijać, a jednocześnie zatruwać komuś życie

Nie chciałbym spłycać piątego przykazania. Ochrona ludzkiego życia jest jego podstawowym znaczeniem. Nie można stawiać znaku równości między odebraniem życia a zwykłą krytyką czy nieuprzejmością.

Ale nauczanie Chrystusa prowadzi nas również do refleksji nad gniewem, pogardą i stosunkiem do bliźniego.

Bo człowiek może nigdy nikogo nie uderzyć, a mimo to latami poniżać własne dziecko.

Może nigdy nie dopuścić się fizycznej przemocy, a jednocześnie kontrolować każdy krok współmałżonka.

Może nie odebrać nikomu życia, a systematycznie niszczyć jego poczucie wartości.

Może pod pozorem troski o rodzinę odbierać najbliższym samodzielność.

Może w imię własnych przekonań religijnych traktować ludzi innych wyznań z pogardą.

I wreszcie może tak bardzo wierzyć we własną nieomylność, że przestanie dostrzegać człowieka stojącego naprzeciwko.

Czy to jest postawa zgodna z duchem przykazania, które nakazuje chronić ludzką godność?

Moim zdaniem nie.

Nie wystarczy powstrzymywać się od najcięższej krzywdy. Trzeba również zastanawiać się, czy własnym zachowaniem nie dokładamy cierpienia do życia drugiego człowieka.

Sprawiedliwość. A co z człowiekiem, któremu państwo odebrało wolność?

Jest jeszcze jeden wymiar piątego przykazania, który szczególnie mocno mnie porusza.

Sprawiedliwość.

Nigdy nie zapomnę podręcznika prawa karnego profesora Andrzeja Marka i refleksji nad tym, że tymczasowe aresztowanie powinno być środkiem wyjątkowym, a nie automatycznym potwierdzeniem stanowiska prokuratury.

Człowiek oskarżony nie jest jeszcze człowiekiem skazanym.

A człowiek skazany nie zawsze musi być człowiekiem, który rzeczywiście popełnił zarzucany mu czyn.

Pomyślmy przez chwilę o kimś niewinnym, kto trafia do aresztu.

Zostaje wyrwany z rodziny, pracy i codzienności.

Traci możliwość swobodnego decydowania o swoim życiu.

Być może jego dzieci przez wiele miesięcy nie mogą przytulić ojca. Być może rozpada się małżeństwo. Być może zostaje zniszczona reputacja, której nie uda się odbudować nawet po uniewinnieniu.

A wszystko dlatego, że ktoś podjął błędną decyzję.

Jeszcze bardziej przerażająca byłaby sytuacja, w której decyzja wynikałaby nie z pomyłki, lecz ze świadomego nadużycia władzy albo korupcji.

Jaką moralną odpowiedzialność ponosiłby sędzia, który wiedząc o niewinności człowieka, świadomie pozbawiłby go wolności?

Jak wielką krzywdę wyrządziłby nie tylko oskarżonemu, ale również jego rodzinie?

Nie twierdzę, że każda niesłuszna decyzja sądowa jest dowodem złej woli. Wymiar sprawiedliwości potrzebuje procedur, dowodów i możliwości korygowania błędów.

Jednak im większą władzę państwo posiada nad człowiekiem, tym większa powinna być odpowiedzialność za jej wykonywanie.

Prawo do życia to także prawo do tego, aby państwo nie niszczyło bezpodstawnie życia niewinnego człowieka.

Jan Paweł II i godność, której nie można uzależniać od własnych upodobań

Jan Paweł II przypominał, że godność człowieka nie zależy od jego wieku, zdrowia, pochodzenia ani społecznej użyteczności.

Warto zastanowić się, jak daleko sięgają konsekwencje takiego rozumowania.

Jeżeli godność przysługuje każdemu, to nie mogę uzależniać szacunku do drugiego człowieka od tego, czy podziela moje zainteresowania.

Nie mogę uważać kogoś za mniej wartościowego, bo ma inne wykształcenie.

Nie mogę pogardzać człowiekiem, który nie czyta książek.

Nie mogę odbierać wartości życiu osoby starszej, chorej czy niesamodzielnej.

Nie mogę też uznawać, że moje przekonania dają mi prawo do upokarzania tych, którzy myślą inaczej.

Szacunek dla godności człowieka nie oznacza zgody na każde jego zachowanie.

Oznacza, że nawet wtedy, gdy zdecydowanie sprzeciwiam się jego postępowaniu, nie przestaje on być człowiekiem.

To szczególnie ważne dzisiaj, gdy tak łatwo dzielimy społeczeństwo na ludzi lepszych i gorszych.

Na wykształconych i niewykształconych.

Na wierzących i niewierzących.

Na czytających ambitną literaturę i oglądających jedynie obrazki.

Na podróżników odkrywających świat i turystów wracających co roku na tę samą plażę.

Czy naprawdę na tym powinniśmy budować własne poczucie wartości?

Nie muszę żyć tak jak ty. Ty nie musisz żyć tak jak ja

Dzisiaj, kiedy myślę o ludziach wracających każdego lata do tej samej miejscowości, nie odczuwam już potrzeby przekonywania ich, że marnują życie.

Jeżeli odnajdują tam spokój, przyjaźń i radość — niech wracają.

Jeżeli dwunastoletnia dziewczynka kupuje książkę ze względu na piękną okładkę — niech kupuje.

Może kiedyś odkryje literaturę głębiej.

A jeżeli nie?

Nadal będzie człowiekiem, którego godność zasługuje na szacunek.

Nie musimy wszyscy kochać książek.

Nie musimy odwiedzać tych samych krajów.

Nie musimy mieć takich samych marzeń, zainteresowań i planów.

Nie musimy nawet zgadzać się w najważniejszych sprawach światopoglądowych.

Ale musimy nauczyć się żyć obok siebie w taki sposób, aby własna wolność nie stawała się narzędziem krzywdzenia innych.

Jednocześnie nie chciałbym sprowadzać moralności wyłącznie do zasady „rób, co chcesz, byle nikomu nie szkodzić”.

Chrześcijaństwo wymaga więcej.

Wzywa nie tylko do unikania zła, ale także do czynienia dobra.

Do pomagania słabszym.

Do obrony pokrzywdzonych.

Do ochrony życia.

Do reagowania wtedy, gdy ktoś doświadcza niesprawiedliwości.

Nie wystarczy nie przeszkadzać drugiemu człowiekowi w życiu. Czasami trzeba jeszcze wyciągnąć do niego rękę.

Piąte przykazanie zaczyna się od życia, a prowadzi do odpowiedzialności

Wracam myślami do Radomia i słów Jana Pawła II z 4 czerwca 1991 roku.

Do papieża, który przypominał, że przykazanie „Nie zabijaj” jest nie tylko zakazem, ale także pozytywnym wezwaniem do ochrony życia, zdrowia i ludzkiej godności.

Dzisiaj odczytuję te słowa również jako wezwanie do rachunku sumienia z własnej postawy wobec innych.

Czy potrafię uszanować człowieka, którego styl życia wydaje mi się nudny?

Czy potrafię zachęcać młodych do czytania, nie poniżając ich za powierzchowne zainteresowania?

Czy potrafię bronić własnych przekonań bez odbierania godności ludziom, którzy się ze mną nie zgadzają?

Czy potrafię sprzeciwić się niesprawiedliwości również wtedy, gdy dotyka kogoś, kogo nie lubię?

Czy potrafię dostrzec człowieka w oskarżonym, chorym, starszym, samotnym i bezradnym?

I wreszcie — czy rozumiem, że wolna wola, którą tak bardzo cenię, nie została dana wyłącznie mnie?

Została dana również drugiemu człowiekowi.

Nie daje mu ona prawa do odbierania życia ani krzywdzenia innych. Tak samo jak moja wolność nie daje mi prawa do odbierania jego godności.

Piąte przykazanie nie oznacza, że wszyscy mamy żyć jednakowo. Oznacza przede wszystkim, że życie każdego człowieka jest wartością, której nie wolno nam lekceważyć.

Nie muszę rozumieć wszystkich cudzych wyborów.

Nie muszę ich pochwalać.

Ale powinienem umieć odróżnić człowieka, który żyje inaczej niż ja, od człowieka, który wyrządza krzywdę.

Bo to nie są te same rzeczy.

I być może właśnie od tej umiejętności zaczyna się prawdziwy szacunek do życia.


Roman Szczepkowski

Piąte przykazanie z Janem Pawłem II — refleksja o wolnej woli, godności człowieka, kulturze, stylu życia i sprawiedliwości.

Pytanie do Czytelników:

Czy potrafimy zaakceptować fakt, że ktoś może odnajdywać szczęście w zupełnie innym stylu życia niż nasz? A gdzie, Waszym zdaniem, kończy się prawo do własnych wyborów, a zaczyna odpowiedzialność za drugiego człowieka?

Zapraszam do dyskusji — także tych, którzy nie zgadzają się z moim spojrzeniem.

#PiątePrzykazanie #JanPawełII #RomanSzczepkowski #NieZabijaj #WolnaWola #GodnośćCzłowieka #Dekalog #Sprawiedliwość #StylŻycia #TargiKsiążki #Refleksje #Wartości

Komentarze