„Cyrk pod Trybunałem” i disco polo w Juracie. Komu naprawdę zależy na państwie prawa, a dla kogo to biznes?
Spór o Trybunał Konstytucyjny i sądownictwo w Polsce przestał być debatą prawną, a stał się medialnym widowiskiem. Pozycja ustrojowa najważniejszych instytucji w kraju stała się zakładnikiem bieżącej polityki, a dla części aktorów sceny publicznej – intratnym biznesem i elementem budowania polityczno-medialnych imperiów. Dzisiejszy krajobraz wokół TK wyraźnie dzieli scenę na tych, którzy szukają systemowych rozwiązań, oraz tych, dla których chaos jest idealnym środowiskiem do monetyzacji strachu, zbierania datków i walki o popkulturowe zasięgi.
Gra na przeczekanie: Dlaczego reset konstytucyjny utknął w martwym punkcie?
Propozycje tzw. resetu konstytucyjnego – czyli politycznego kompromisu i wyboru nowego składu Trybunału Konstytucyjnego większością 3/5 głosów – konsekwentnie trafiają na opór ze strony polityków Prawa i Sprawiedliwości. Powód tej niechęci jest czysto pragmatyczny: środowisko PiS wie, że po kolejnych wyborach ma szansę samodzielnie przejąć TK i w pełni go obsadzić.
Mając po swojej stronie Pałac Prezydencki, opozycja nie widzi interesu w ustępstwach. Zgoda na reset oznaczała bolesny kompromis w momencie, gdy obecny pat pozwala na budowanie ostrej narracji o „obronie suwerenności przed uzurpatorami”. Dla polityków tej formacji kalkulacja jest prosta: po co dzielić się władzą nad TK z koalicją rządzącą, skoro można przeczekać obecny kryzys, wygrać wybory parlamentarne i ponownie obsadzić trybunalskie fotele w 100% swoimi ludźmi. W tym scenariuszu stabilność państwa prawa schodzi na dalszy plan – liczy się wyłącznie partyjny interes i pełna pula władzy.
Biznes to biznes: Telewizja Republika, zegarki i śpiewanie Krawczyka
W tym samym czasie, gdy prawnicy głowią się nad rozwiązaniem kryzysu dwuwładzy w sądach, przed budynkami państwowymi i w zaprzyjaźnionych mediach trwa permanentny festiwal rozrywkowo-komercyjny. Poważna debata ustrojowa została zastąpiona przez popkulturowy format, w którym kluczowe są zasięgi, klikalność i zyski ze sprzedaży gadżetów.
Politycy, zamiast pisać projekty ustaw i zasiadać do merytorycznych negocjacji, wolą:
- Występować na wiecach pod hasłami obrony instytucji, intonując hity Krzysztofa Krawczyka, by grać na emocjach i budować wspólnotę oporu.
- Lokować produkty w zaprzyjaźnionych stacjach medialnych, gdzie obok dramatycznych materiałów o „zamachu na demokrację” bez zażenowania reklamuje się patriotyczne zegarki, prenumeraty i suplementy diety.
- Budować narrację oblężonej twierdzy, która idealnie konwertuje się na wpłaty od darczyńców i oglądalność Telewizji Republika.
To komercyjne podejście obnaża intencje części elit. Gdyby celem była faktyczna naprawa Rzeczypospolitej, narzędziem byłyby debaty eksperckie i kompromisy parlamentarne. Ponieważ celem jest utrzymanie struktur biznesowo-politycznych, narzędziem staje się show-biznes i budowanie własnego, alternatywnego obiegu finansowo-medialnego.
Festiwal celebrytów: Od Trybunału po rozkładanie nóg w Juracie
Do pełnego obrazu politycznego teatru brakuje już tylko ostatecznego zatarcia granic między powagą instytucji państwowych a patocelebrycką rozrywką. Doskonałą ilustracją tego trendu stały się niedawne wydarzenia w oficjalnej, państwowej rezydencji w Juracie. Prezydent Karol Nawrocki zorganizował tam spotkanie dla młodzieży „Przyszłość.pl”, którego główną atrakcją stał się koncert Skolima – gwiazdora muzyki tanecznej.
Kiedy głowa państwa zaprasza do rządowego ośrodka artystę znanego z wulgarnych, erotycznych tekstów o „rozkładaniu nóg”, debata publiczna dotyka dna. Pojawia się gorzkie, ale niezwykle celne pytanie: czy w dzisiejszej Polsce rozkładanie nóg na dyskotekowym blacie można już wprost porównać z rozłożeniem na kolana powagi państwa i jego demokratycznych instytucji? Urząd prezydenta, zamiast stać na straży powagi i ustrojowego ładu, zostaje wykorzystany do budowania „lajków” i zasięgów za pomocą estetyki disco polo. Skoro sam Pałac Prezydencki firmuje taką rozrywkę, trudno się dziwić, że walka o Trybunał Konstytucyjny przypomina jarmarczny spektakl.
Podsumowanie: Kto traktuje prawo poważnie?
Obecny kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego to najdokładniejszy test intencji polskich polityków. Prawo traktują poważnie ci, którzy dążą do systemowego zakończenia kryzysu, nawet jeśli wymaga to ustępstw i bolesnego kompromisu. Z kolei dla tych, którzy na konflikcie budują oglądalność, sprzedają zegarki, a w prezydenckich kurortach serwują młodzieży wulgarne disco-latino, państwo prawa jest jedynie pustym hasłem marketingowym.
Polityka przestała być sztuką rządzenia i troską o ustrój, a stała się festiwalem, gdzie liczy się chwytliwy refren i dobra zabawa na koszt spolaryzowanego społeczeństwa. Dopóki obywatele będą nagradzać ten polityczny teatr swoimi głosami i portfelami, dopóty pod polskimi instytucjami wciąż będzie trwał cyrk.

Komentarze
Prześlij komentarz