Prawo jak ruletka w kasynie. Jak dualizm prawny zmienił polskie sądy w hazard

 






Prawo jak ruletka w kasynie. Jak dualizm prawny zmienił polskie sądy w hazard

Polska rzeczywistość prawna przypomina dziś luksusowe kasyno, w którym zamiast kodeksów i autorytetu instytucji decyduje ślepy los. Obywatel idący do sądu nie pyta już, co mówi przepis, ale na jakiego sędziego trafi. Jeśli koło fortuny wskaże „starego” sędziego – wygrywa jedna interpretacja Konstytucji. Jeśli „nowego” – ta sama sprawa potoczy się zupełnie inaczej. Wygrywa ten, kto ma lepsze układy z krupierem, a sprawiedliwość stała się zakładniczką metodologicznego chaosu.

Wolna amerykanka na paragrafy

U podstaw tego instytucjonalnego hazardu leży głęboki kryzys metodologiczny na samych szczytach władzy sądowniczej. Klasyczna edukacja prawnicza uczy, że najważniejsza jest wykładnia językowa – jeśli przepis jest jasny i klarowny, nie wolno go naginać. Tymczasem w dobie dualizmu prawnego fundamentalne zasady interpretacji zostały wywrócone do góry nogami.

Gdy w maju 2026 roku Trybunał Konstytucyjny wydał kontrowersyjny wyrok (sygn. K 3/26), uzasadniający odmowę odebrania ślubowania od sędziów przez Prezydenta Karola Nawrockiego, wielu ekspertów mówiło wprost o „kreatywnej wykładni”. Zamiast jasnego tekstu ustawy, zastosowano tam głęboką ekwilibrystykę celowościową, wyciągając z ogólnego hasła o „strażniku Konstytucji” uprawnienia, których wprost w prawie nie ma.

Dla studentów prawa to bolesna lekcja: zasady, za których złamanie oblałoby się egzamin z teorii prawa, na szczytach władzy stają się narzędziem bieżącej walki politycznej. Efekt? Przepisy przestały być kotwicą stabilności, a stały się plasteliną w rękach silniejszego gracza.

Stawka większa niż rozwód

Ten metodologiczny paraliż z samej góry systemu spłynął prosto do sądów powszechnych, uderzając rykoszetem w codzienne życie Polaków. Na sali rozpraw rozpoczęła się regularna ruletka, w której stawką są ludzkie majątki, małżeństwa i biznesy.

• Rozwodowe błędne koło: Wyobraźmy sobie wyrok rozwodowy i zasądzone alimenty. Jeśli w składzie sędziowskim zasiadał sędzia powołany przy udziale Krajowej Rady Sądownictwa po 2018 roku, strona niezadowolona z wyroku zyskuje potężny żeton do gry. Jej prawnik składa apelację, podnosząc zarzut wadliwej obsady sądu. Sąd wyższej instancji – złożony ze „starych” sędziów – z łatwością kasuje taki wyrok. Proces po latach walki rusza od nowa, małżeństwo formalnie nadal trwa, a pewność życiowa obywatela rozpada się w pył.

• Własność z datą ważności: Podobna loteria dotyczy spraw spadkowych czy podziału majątku. Kupujesz dom, którego własność potwierdził sąd? W warunkach dualizmu prawnego twój akt notarialny staje się tykającą bombą. Za kilka lat inna linia orzecznicza może uznać tamto postanowienie za nieistniejące, blokując prawa do nieruchomości.

Biznes gra va banque

Dla przedsiębiorców, dla których kluczowa jest przewidywalność, polski system sądowniczy stał się rynkiem wysokiego ryzyka.

W Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS) panuje urzędniczy paraliż – referendarze, powołując się na sprzeczne uchwały i wyroki, potrafią miesiącami blokować wpisy nowych zarządów spółek, zwłaszcza tych z udziałem Skarbu Państwa.

Co gorsza, dualizm prawny stał się idealną tarczą dla nieuczciwych kontrahentów. Firma, która ewidentnie zalega z płatnościami za faktury, nie musi już merytorycznie bronić się przed długami. Wystarczy, że jej pełnomocnicy będą masowo składać wnioski o wyłączenie sędziów i kwestionować status sądu. Cel jest prosty: ograć system, odwlec egzekucję komorniczą i grać na zwłokę tak długo, jak pozwolą na to niespójne przepisy.

Strategia na dwa fronty

W tym prawnym kasynie adwokaci i radcowie prawni musieli porzucić rolę chłodnych analityków przepisów na rzecz strategów wojennych. Kwitnie zjawisko tzw. forum shopping – czyli kombinowania, jak skonstruować pozew, by sprawa trafiła do konkretnego wydziału lub miasta, gdzie sędziowie wykazują „właściwą” z punktu widzenia klienta interpretację ustrojową.

Pisma procesowe pisze się dziś dwutorowo: przygotowuje się argumenty, które zadowolą sędziego ortodoksyjnie broniącego dawnego ładu, oraz alternatywne zarzuty na wypadek, gdyby sprawę przejął nominat reprezentujący nową linię orzeczniczą.

Największą cenę za tę grę płaci jednak sam obywatel. Wchodząc na salę sądową w Polsce, nie wchodzi już do świątyni sprawiedliwości. Wchodzi do jaskini hazardu, gdzie zamiast ślepej sprawiedliwości z wagą w ręku, czeka na niego krupier tasujący karty według własnego uznania. A w kasynie, jak wiadomo, na końcu i tak zawsze wygrywa bank – w tym przypadku polityka, która bezpowrotnie pożarła powagę prawa.


Komentarze